Tag Archives: gender

Polska żona strzela focha

cb38a968263a26a6b3cbc7fa318708c7,640,0,0,0W czasach globalizacji, internacjonalizacji i europejskiej integracji odwiedzają nasze pola i lasy wszelkiej maści obcokrajowcy. I patrzą. I widzą! A polska kobieta, dziewczyna, żona w oczach przedstawicieli ludności nie-polskiej jest zjawiskiem fascynującym. Niby Europejka, a tradycjonalistka, niby feministka, ale skarpety wypierze. Niby kobieco delikatna, ale jak trzeba to ścierą przez łeb zdzieli. Niby romantyczna, ale zamiast mizdrzyć się, uwodzicielsko trzepotać rzęsami i pląsać wokół samca, woli kolejkę sieknąć, siarczyście zakląć i zagryźć małosolnym. Smalcem nie pogardzi, ani bigosikiem. Ani myśli drętwo w sałacie widelcem dziobać (…)

Advertisements

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Wredna suka na botoksie

tumblr_lvw8zzcPRn1qbi1f7o1_500Mieszkanie w Polsce (ciałem lub duchem) ma swoje zalety. Przewrotność naszej kultury sprawia, że my, przaśni przedstawiciele środkowoeuropejskich ziem często nużymy się zachodnią tendencją do ciągłego samodoskonalenia, rozwoju, zen i wszechogarniającego ideału. Mimo, że w XXI wieku nawet przyznając się do wad, musimy je przeformatować na zalety. Świat, i mówiąc świat mam na myśli Amerykę, rysuje naszą rzeczywistość jedynie w odcieniach różu. Lepszą, szybszą, silniejszą. Chudszą, seksowniejszą i bielszą. A zatem jedno-wymiarową.

A może by tak zostawić wady, braki, i inne aberracje w spokoju? Nie przekłamywać naddatków w kilogramach czy ubytków w zębach? Zamiast udawać, że nie jest wadą co nią jest, po prostu przyjąć ja na klatę z całym bogactwem inwentarza? Niech złe, brzydkie, kostropate pozostanie złe, brzydkie, kostropate i niech się tak nazywa. Siarczyście i na pełnej ku*wie.

Amerykanie są mistrzami przekłamywania rzeczywistości. Nikt tam nie jest głupi, tylko educationally-challenged, nikt nie jest gruby, tylko plus-size. Wszystko ma być ładniutkie, milutkie i w dotyku gładziutkie. Przyjemne, bezsmakowe, beztłuszczowe i politycznie poprawne. A ja jestem za bezczelnością. Bo przecież maskując i uładzając problemy w konsekwencji unikamy ich rozwiązania. Owa tendencja dezynfekowania, prasowania i polerowania języka ma przecież dalej idące konsekwencje. Poza sprawami powierzchownymi jak jędrny pośladek i sexy imidż chodzi też o porażki. O to jak umiemy z nich wyciągnąć lekcje na przyszłość i rozwijać sie jako ludzie. Zobaczyć jak fajnie jest przewracać się i podnosić zamiast wegetować w ascezie.

33137ded92b60b003c6f41fe982dfc6fA w dzisiejszym świecie wszyscy wygrywają, nikt nie przegrywa. Dzieci dostają medale, dyplomy i korony jak tylko samodzielne podetrą sobie nos. Czy to jest aby na pewno rozwojowe? Przecież uczymy się często przez potknięcia. Nie jest to możliwe, jeśli będziemy udawać, że potknięcie było zaplanowane i godne podium. W życiu uczymy się dbać często właśnie przez niedbalstwo. Widząc jego konsekwencje. Pić z umiarem nauczy nas kac morderca, a zdrowego odżywiania oponka wylewająca się z opiętych gaci.

Konsekwencje naszych złych decyzji zmieniają nasze życie na gorsze i lepsze, ale co najważniejsze, kształtują nas i dodają nam charakteru. Plus, jak wszyscy wiemy, złe decyzje rodzą dobre historie. Nieważne, jak kiczowato to brzmi, życie to zbiór opowiadań. Lepszych i gorszych, fascynujących ale i tych nudnych jak flaki z olejem. To od nas zależy, które będą przeważać.

Dlaczego więc zamykamy się w klatce nierealistycznych wymagań? Wypaczamy obraz nas samych i naszego sposobu życia? Zapominamy, że niedoskonałość jest formą wolności. Nie doceniamy słabości i upadku, zapominamy jak bardzo mogą nas wzbogacić. Tak bardzo staramy tak być uprzejmi i profesjonalni i modni, aż stajemy się wyprani z osobowości. I coraz bardziej podobni do siebie nawzajem.

Kiedy myślę o doskonałości wyobrażam ją sobie oczywiście jako kobietę. Kobiety mają historię zmuszania się do zaprogramowanych form życia, myślenia i dygania nóżką o wiele dłuższą niż mężczyźni. Tak więc w konsekwencji, często wymagają tego bardziej od siebie samych i wszystkich wokół. Chłopcy i mężczyźni mogą żyć swobodniej, być kim są, a nie kim „należy”, mają prawo trzasnąć pięścią w stół. Uchlać się, wdać w bójkę, a następnego dnia powstać i powrócić w chwale. I, co najważniejsze bez zżerającego ich wstydu. Poczucia winy w stylu „przepraszam, że żyję”.

wonder-woman-786x1024Doskonałość jest więc kobietą. Nienagannie ubraną. Surową, zdyscyplinowaną, opanowaną. Elegancką, ale samotną. Zimną i pustą w środku. Z drogim makijażem na twarzy i luksusową torebką na ramieniu. Ale założę się, że gdy nikt nie patrzy popija o jedno Chardonnay za dużo. A może nawet trochę popłakuje. Potem szybko ociera łzy, pudruje nosek i nigdy sobie nie wybacza. Ani nam. Dlatego musimy nauczyć się czasem wybaczyć sobie sami. Nie nawołuję tu do kompletnej moralnej anarchii, tylko właśnie do dawania sobie prawa do słabości. Świadomie i bez udawania.

Bo jeśli niedoskonałość to wolność, doskonałość to wredna suka na botoksie.

1 Comment

Filed under Uncategorized

Rajtki, kwiatki, czekoladki

images (3)Ósmego marca wiele państw na świecie obchodziło wyjątkowy dzień. ALE, tylko garstka z tych państw tak naprawdę zasłużyła sobie na jego świętowanie. Tylko ta garstka ma jakikolwiek powód aby upamiętniać “walkę kobiet o możliwość uczestnictwa w społeczeństwie na równych prawach z mężczyznami oraz o ich prawo do samostanowienia i rozwoju jako osoby.” Ponieważ jedynie owa garstka państw tę walkę wygrała.

A my? Rajtki, kwiatki, czekoladki. Odświętne panów sprzątanie i ich od wielkiego-dzwonu samodzielne kanapki smarowanie oraz zupy gotowanie. W tym stylu międzynarodowy dzień kobiet obchodzi się prawie na całym świecie. Gdzie-nie-gdzie 8 marca uniesiony został do rangi święta narodowego, mimo, że owa ranga sprowadza się tam również przede wszystkim do owych “rajtek”. A powinien nim być? Świętem znaczy się? Może nie po to, aby sprzedać więcej suwenirów typu pretty-in-pink (już nam do tego wystarczą walentynki), ani po to by celebrować nasze zwycięstwo nad dyskryminacją płci (dysryminacja póki co ma się całkiem dobrze), ale myślę (więc jestem), że powinien. Choćby po to abyśmy przypomnieli sobie czego nam jeszcze brakuje na drodze ku równości między kobietami (nami), a mężczyznami (nimi).

A brakuje wiele.

images (4)

Na dobry początek chciałabym życzyć wszystkim kobietom, tym młodszym i tym starszym, tym odchudzającym się i tym nie mogącym przytyć, blondynkom, burnetkom i nawet rudym też, aby na pierwszym miejscu i przede wszystkim były człowiekiem. Kobietą zaś dopiero na drugim.

Aby zawsze pamiętały, że mają prawo do rozwoju poprzez edukację i realizację swoich pasji. I nieważne czy te pasje uważane są za kobiece, męskie czy dżęderowo-neutralne. Każdy człowiek ma prawo do rozrywki wybranej podług swojego własnego widzimisię.

Aby nigdy nie pozwalały by ich wartość mierzona była funkcją rozrodczą ich kobiecego (bądź chłopczycowego) ciała.

Aby zawsze pamiętały, że piękno to ozdoba, nigdy fundament.

Aby miały i doceniały swoje siostry. Nieważne czy to te urodzone w tej samej rodzinie, czy te napotkane na naszych pokręconych ścieżkach życiowych.

download

Aby nauczyły się być same. Aby nabyły umiejętność samodzielnego życia nie czując, że są nikomu niepotrzebne czy niepożądane. Aby poznały swoją wartość na tyle dobrze, żeby umiały odrzucać toksyczne relacje – zamiast za wszelką cenę lgnąć do do tego taniego poczuciu uznania i wartości oferowanego nam przez tych, którzy wykorzystują nas do własnych egoistycznych potrzeb.

Aby nigdy nie zapominały ile są warte. A jednocześnie, aby nigdy nie przeliczały tej wartości na pieniądze, oblepiając się kolorowymi metkami, wciskanymi nam na każdym kroku przez społeczeństwo i media.

Aby nigdy nie rozmieniały się na drobne.

Aby nie wierzyły w to co widzą na reklamach. Ani w czasopismach. Ani na billboardach. Co więcej, aby pamiętały, że to nie to jest istotne.

To Wy jesteście istotne. To co robicie się liczy. To co myślicie się liczy. Macie głosy po to aby ich używać, po to też macie rozumy. Ciało to narzędzie, a nie materiał do eskploatacji. A tym mniej aby eksploatowali go wszyscy dookoła.

Abyście nigdy nie bały się luster. Lustra są po to, żeby poprawić fryzurę i umyć zęby. Nie po to, żebyście się w nie wgapiały pół dnia szacując jak daleko Wam do ideału trzynastoletniej modelki Vogue’a.

Abyście zawsze dbały o tych co są Wam bliscy. Ale abyście nigdy nie przestały przede wszystkim dbać o siebie.

MjAxMi04YTZkOWM2YjZkZTg0NGE0Tego wszystkiego oraz szczęśliwego dnia, tygodnia, miesiąca oraz całego życia. A także, aby nie tylko 8. marca, ale każdego dnia roku, naszym JEDYNYM zmartwieniem były, cóż,

rajtki, kwiatki oraz czekoladki.

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Les féministes détestent le sex

tumblr_mhsdrsNKni1qaxujio1_500Ten artykuł wydaje się szczególnie ważny w kontekście naszego kraju rozrywanego ostatnimi czasy dość regularnie na strzępy podczas wszelakich bitew o GENDER.

Widzieliście może serial HBO “Dziewczyny” (“Girls”)? Ja oglądam. Przyznam, że wciągnęła mnie jego “prawdziwość” (zwłaszcza w porównaniu do jakiejkolwiek polskiej produkcji serialowo-telenowelowej), a tym bardziej to z jakim realizmem (a wręcz naturalizmem) portretuje on kobiecą seksualność. Chodzi o to, że pokazuje nam tzw. “zwykłe kobiety”, czyli te w wydaniu sauté, bez glamu, lansu i fotoszopowej obróbki. Kobiety z krwi, kości i celullitu, kobiety nie-idealne, nie-perfekcyjne – a zatem zdecydowanie nie takie, do jakich przyzwyczaiła nas telewizja.

Zdarza mi się też słuchać nowej płyty Beyoncé (chociaż oficjalnie przyznaję się, że taka muzyka, to “tylko na imprezy”). Jako obserwatorka-amatorka całej tak zwanej popkultury, popieram i wspieram prawo tej i innych piosenkarek do negliżowania się w teledyskach czy do występowania w skąpych majtasach na Grammy i do ogólnego nie-krycia się ze swoją kobiecością. To przecież feminizm, czyż nie? Dlaczego taka Beyoncé miałaby się krygować, zwłaszcza teraz gdy została matką i na pewno, tak jak wiele innych matek, stara się odzyskać pewność siebie i poczucie atrakcyjności. W jednej z piosenek Beyoncé cytuje w tym temacie dialog z filmu The Big Lebowsky, mówiący o tym jak to feministki niesłusznie posądzane są o nienawidzenie seksu, którego w istocie wcale NIE nienawidzą, a wręcz uwielbiają (“Les hommes pensent que les féministes détestent le sexe, mais c’est une activité très stimulante et naturelle que les femmes adorent.”).

Popieram również prawo Lily Allen do nagrania piosenki i nakręcenia wideoklipu, który wyszydza tzw. podwójne standardy płciowe. Teledysk krytykuje uprzedmiotawiania słabszej płci, to jak wszyscy pozwalają sobie poniżać kobiety które przytyły (choćby w lub po ciąży) oraz te które są otwarcie i wprost “seksualne”, albo zwyczajnie (lecz NIE jak na damę przystało) mają coś do powiedzenia.

love-sex-hate-sexism

Wszystkie tego typu wysiłki, manifesty celebrytek, artystek, piosenkarek MTV, youtube itp. to przecież feminizm, prawda? Może feminizm w wersji POP, ale mający na pewno moc dostawić kolejny szczebelek zbliżający nas i cały gender do równouprawnienia.

ALE, to czego Wam jeszcze nie powiedziałam to, to, że kiedy oglądam “Dziewczyny”, głównie skupiam się na tym jak obleśna jest główna bohaterka. Nie pozwalam sobie na takie seksistowskie rozważania, a jednak myśl ta towarzyszy mi za każdym razem gdy Hannah Horvath zdejmuje ubranie. Dlaczego ona tyle je? – Myślę. Czemu nie pójdzie na jakąś siłownię albo pobiegać?

Nie powiedziałam Wam też tego, że tak jak to świetnie ujęła Ellie Slee w Huffington Post, Beyoncé „feministka” chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko (tym razem nie a propos tycia). Eksponowanie roznegliżowanego acz doskonałego ciała, nawet jeśli w imię wyższej idei „dla i za Matki świata tego”, odzyskujące po ciąży swoją „kobiecość”, nie czyni z Beyonce feministki. Tym mniej jeśli tekst jej piosenki “promuje” (a nawet jeśli nie promuje, to nonszalancko umniejsza ten problem) przemoc w rodzinie (“Eat the cake, Anna Mae” z hitu Drunk in love bezpośrednio odwołuje sie do agresji, której doświadczyła Tina Turner z rąk swojego męża Ike’a). Parafrazując Ellie Slee, droga Beyonce, biorąc na tapetę krzywdę kobiety i staranie się ją przeformatować na wersję “sexy” nie czyni z Ciebie feministki.

Ostatnia informacja, którą się z Wami jeszcze nie podzieliłam to ciekawy fakt, iż Lily Allen sporo schudła. I to dopiero wtedy nakręciła teledysk do “Hard Out Here”. Oczywiście łatwiej przyjmujemy manifesty pod tytułem – nie krytykujcie osób otyłych – gdy są autorstwa tych, którzy sami do otyłych nie należą. Na przykład kiedy taka Jennifer Lawrence oświadcza, że “wyzywanie kogoś od grubych powinno być nielegalne” jest to odbierane jako urocze, a ona jako osoba skromna. Gdyby wyszło to z ust Beth Ditto z Gossip, uznane by zostało za co najmniej żenujące. Wracając do Allen, jej piosenka jest “feministyczną” odpowiedzią „na” oraz krytyką hitu Blurred Lines Robina Thicke, czyli najbardziej mizoginistycznego i seksistowskiego przeboju ostatniej dekady. Dlatego proszę, niech mi ktoś wyjaśni, skoro “Hard Out Here” jest ripostą do Robina Thicke, to dlaczego w jej teledysku nie widzimy wyginających swe roznegliżowane ciała panów, tylko znowu KOBIETY?

images (6)

Czy jest to bardziej feminizm, kiedy roznegliżowane panienki eksponują swe ciała ale dla i w imię innych KOBIET, niż  gdyby działo się to przez oraz dla mężczyzn?

Czymże jest ów pop feminizm XXI wieku? Jakąś dziwną hybrydą dążenia do równości płci połączoną z odwiecznym obowiązkiem kobiety do tego by,  nieważne czy dyskryminowana czy nie, zawsze i wszędzie potrafiła epatować swoją atrakcyjnością i seksownym tyłkiem? Czy jest to “prawo” do eksponowania ciała w imię jakiejś w danym momencie promowanej “idei fix”, oczywiście z zastrzeżeniem, że owo ciało reprezentuje się wystarczająco dobrze?

Dlaczego taka Beyoncé bez ustanku powtarza, że wartość kobiety, która stała się matką NIE spada mimo niewygodnego faktu posiadania potomstwa? Oczywiście pod warunkiem, że stanowi ona, ta kobieta, symbol seksu i nie straszna jej golizna w miejscu publicznym? Tak jakby posiadanie dziecka było problemem, który należy jak najszybciej rozwiązać, abyśmy nadal mogły być uważane za prawdziwe kobiety. Ponieważ najwyraźniej macierzyństwo jest przeszkodą w drodze do ideału kobiecości, która to jest wprost proporcjonalna do atrakcyjności i seksowności (czyli gotowości do obnażenia jak największej powierzchni ciała w tym samym momencie) danej przedstawicielki płci, nomen omen, pięknej.

Być może rozumiem podstawę ideową postulatów wszelakich pop feministek lepiej niż one same. Zgadzam się, że kobieta nie powinna MUSIEĆ stać się istotą aseksualną, aby móc uniknąć uprzedmiotawiania. Oznacza to nic innego niż jej prawo do bycia sexy, a nawet do epatowania dekoltem i zmysłowością z jednoczesnym zachowaniem prawa do respektowania przez szeroko pojętą publikę jej godności jako człowieka. W skrócie – ona może chodzić, a nawet tańcować w krótkiej kiecce, a reszta świata nie ma prawa jej z tego tytułu ubliżać. To głównie na tym postulacie, wydaje się skupiać duża część współczesnych kobiet identyfikujących się jako feministki. Chcą prawa do seksualności bez idącej za tym ceny degradacji do obiektu seksualnego, odczłowieczenia. W porządku. Każda istota ludzka zasługuje na to prawo.

images (7)

Cel jest zatem słuszny, ale czy dąży się do niego słusznymi środkami? Czy walka o respektowanie kobiecej seksualności usprawiedliwia i MUSI odbywać się drogą (znowu) eksponowania ciała, tyle że w kontekście świadomym i niejako “od-kobiecym”?
Szczerze mówiąc, jestem rozdarta, z jednej strony zgadzam się – kobiety powinny mieć prawo zachowywać się jak im się żywnie podoba (tak jak mężczyźni). Zgadzam się, kiedy kobieta staje się matką, nie powinna czuć przymusu ukrywania swojej seksualności na samym dnie głębokiej szuflady z pieluchami.

A z czym się nie zgadzam? Na to, że kobiety muszą to sobie ciągle UDOWADNIAĆ. Sobie na wzajem i całemu światu, przy okazji poświęcając na to o wiele więcej czasu i energii niż na jakikolwiek inny temat związany z gender. Cycki emocjonują bowiem bardziej (jak widać, nie tylko facetów) niż ilość godzin spędzanych przez kobietę za biurkiem albo nad zlewem.

Jeszcze jedno pytanie nie daje mi spokoju – czy gdyby Lilly Allen i Beyoncé nie były atrakcyjnymi kobietami i na swoich teledyskach nie ukazały dość odważnie kobiecego ciała to czy piosenki odniosłyby taki sam sukces?

Być może chcecie odpowiedzieć TAK, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakim hitem stał się serial “Dziewczyny”, którego głównej bohaterce bardzo daleko do typowej Hollywoodzkiej piękności.

3301225f6ff03f19fce434185a54fb47

Jeśli tak myślicie, to proszę mi wytłumaczyć dlaczego autorka i aktorka serialu Dziewczyny została obrzucona tak ostrą krytyka za “najgorszą” suknię na gali Golden Globes. Bo wyobraźcie sobie tę samą kreację na Beyoncé.

To nie z sukienką był problem, tylko z tym kto ją założył. Figura Leny Dunham odbiega od standardów wyznaczonych przez wszystkie Beyonce, Lilly Allen i inne feministki popkultury, a jej uroda daleka jest od norm fotoszopa. Jej serial odniósł sukces jako antyteza “hollywoodzkiego” imidżu kobiety wyidealizowanej, silikonowej i wydepilowanej i często, NIEREALNEJ. Jej serial właśnie za to został chwalony.

Paradoksalnie, autorka reprezentująca całą sobą dokładnie ten sam przekaz co serial najwyraźniej nie zasłużyła sobie na takie samo traktowanie.

Leave a comment

Filed under Uncategorized