Daj pan na studia

booksgirlInternet to nie tylko plotki na pudelku, czatowanie o tzw. “dupie Maryni” czy łamanie prawa autorskiego ściąganiem nowego sezonu True Detective. Internet to nie tylko wyszukiwanie gratki wakacyjnej na Grouponie, mailowanie z szefem o niedokończonym projekcie, czy zakupowy szał na Allegro. Można się tam, w tym naszym Internecie, także pokusić o dokonania bardziej ambitne niż obrzucanie błotem komentatorów forum Onetu, czy też wielogodzinne wgapianie się w filmiki o kocich perypetiach.

A czego takiego wielkiego można w Internecie dokonać? Na przykład zebrać pieniądze na wyższą edukację. Tak jak Małgorzata Judkiewicz, absolwentka lingwistyki i prawa, która postanowiła poprosić społeczność internetową o współfinansowanie jej wymarzonych studiów w Genewie.

Małgosia ukończyła Prawo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W tym roku dostała się na prestiżowe studia poświęcone rozwiązywaniu sporów międzynarodowych w Genewie, na które przyjmowanych jest ok. 40 osób rocznie. Jak mówi, grzechem byłoby nie skorzystać z możliwości, jakie te studia oferują. Prestiżowy kierunek, wybitna kadra, dostęp do elitarnych staży i praktyk, a także pobyt w samej Genewie, mieście prawa i pokoju, to bez wątpienia ogromny awans na ścieżce kariery.  Chcesz pomóc? -> Kampania Małgosi.

Małgosia jest jedną z nielicznych przyjętych na uczelnie, co już samo w sobie jest ogromnym sukcesem. Niestety każdy sukces okupiony jest trudnościami – Uniwersytet Genewski, a właściwie fundacja z nim współpracująca nie przyznała jej stypendium. Małgosia podjęła wszelkie kroki, aby samodzielnie znaleźć pieniądze na czesne (25 000 CHF) oraz na 10-miesięczny pobyt w Genewie (ok. 15 000 CHF), która jest oczywiście bardzo drogim miastem. Do Szwajcarii ciężko się przenieść dysponując polskimi możliwościami finansowymi. Co gorsza, w naszym kraju nie ma łatwo dostępnych kredytów edukacyjnych, jak np. w Stanach Zjednoczonych. Pisała do wielu fundacji, polskich i zagranicznych, jednak bez pozytywnych rezultatów. Udało jej się pożyczyć jedną czwartą sumy od najbliższych, na czym jej możliwości się skończyły. Stąd pomysł na Crowdfunding, gdzie dzięki małym kwotom od wielu osób można uzbierać wysokie sumy.

177474036-620x350Z czym to się je? Crowdfunding jest formą finansowania wszelkich projektów przez dużą liczbę drobnych, jednorazowych wpłat dokonywanych przez osoby z tak zwanej “sieci”. Mogą to być znajomi, znajomi znajomych bądź ludzie zupełnie obcy, ale życzliwi. Zbiórki są zazwyczaj prowadzone na stworzonych w tym celu platformach internetowych. Skąd taki pomysł?

Potrzeba jest matką wynalazku, a brak funduszy skonfrontowany z chęcią tworzenia jest często ogniwem przedsiębiorczości i kreatywnych rozwiązań. Dlatego też Crowdfunding zawdzięczamy właśnie artystom. Pierwsza platforma crowdfundingowa w historii to ArtistShare, stworzona pod hasłem “pierwsza internetowa platforma umożliwiająca finansowanie artystów przez fanów”. Polega to dokładnie na tym –  fani według własnego uznania i dobrowolnie wspomagają finansowo artystów, aby móc cieszyć się ich muzyką, występem czy wręcz całą trasą koncertową.

Dziś istnieje wiele mniejszych i większych platform finansowania społecznościowego (crowd – tłum, funding – finansowanie) i są przeznaczone nie tylko dla artystów. Powstają projekty edukacyjne, charytatywne, technologiczne czy osobiste, tak jak na przykład – spłata długu. Zgodnie z opiniami specjalistów godne polecenia platformy crowdfundingowe to Kickstarter, Indiegogo, RocketHub, Peerbackers, czy wybrany przez Małgosię FundRazr.

4-Crowdfunding-Rocio-LaraJeśli chodzi o historię inicjatywy finansowania społecznościowego, największy crowdfundingowy sukces w historii to niewątpliwie gra Star Citizen. Projekt już zebrał ponad 48 milionów dolarów, o wiele więcej niż prognozowane pół miliona, a zbiórka nadal trwa. Oczywiście zdarzają się również porażki, jak na przykład zebranie nieco poniżej 13 milionów dolarów, z planowanych 32. Ale jakby na to nie patrzeć, 12 milionów dolarów to zawsze co nieco więcej niż tych dolarów zero… Zwłaszcza, że Crowdfunding nie wymaga nakładów finansowych. Pamiętajmy jednak, że te najgłośniejsze kampanie crowdfundingowe założone zostały przez gigantów technologicznych. Ale szanse na sukces zwykłego Kowalskiego udowadnia historia Zosi Mamet, gwiazdy serialu GIRLS i córki znanego dramaturga i producenta Davida Mameta, której projekt crowdfundingowy spotkał się z oburzeniem internautów. Ludzie nie chcą dawać dotacji znanym i bogatym. Chętniej pomogą mniej znanym, a bardziej potrzebującym. Tym bardziej, że ci proszą o mniejsze sumy. A zatem, jeśli jesteśmy mniej znani, a bardziej potrzebujący, jak się za Crownfunding zabrać?

Jak mówi Małgosia, rozpoczęcie kampanii jest banalnie proste. Sama wybrała stronę Fundrazr, bo ma ona międzynarodowy zasięg, niezbyt wysokie opłaty pobierane od darowanych kwot (każda platforma jakoś musi na siebie zarabiać) oraz możliwość wyboru waluty – franków szwajcarskich. Techniczne aspekty tworzenia projektu są intuicyjne i nie sprawiają problemów, przypominają każdą inną platformę mediów społecznościowych – rejestracja konta, personifikacja profilu i tak dalej. Najwięcej czasu zajmuje przygotowanie filmiku, który jest wręcz konieczny do przygotowania efektywnej kampanii (przyznajmy, w XXI wieku wolimy oglądać, niż czytać). Ważne by zaoferować swoim ofiarodawcom tzw. perks, na przykład egzemplarz wydanej płyty, książki czy usługę w której się specjalizujemy. W końcu w crowdfundingu jak w życiu, “coś za coś”.
Tutaj możesz wspomóc Małgosię -> Kampania Małgosi.

360_lcrowd_0915Najcięższa praca zaczyna się po opublikowaniu projektu. Należy dotrzeć do jak największej liczby osób i prosić je, żeby one podawały informacje dalej. Tzw. efekt kuli śnieżnej. Małgosi bardzo pomogli znajomi na Facebooku – pierwszego dnia Fundrazr odnotował, że jej strona została „podana dalej” ponad 100 razy. W kolejnych etapach chce umieścić kampanii na profilu LinkedIn, a także rozesłać ją mailowo do różnych osób czy organizacji, które mogłyby pomóc. Nie da się przewidzieć, jaki będzie jej dalszy bieg, ale można powiedzieć, że taki jest urok crowdfundingu. Kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, a w tym przypadku kto nie linkuje, ten nie crowdfundinguje.

Czy w Polsce taki pomysł się przyjmie? Sceptycy mogą obawiać się małego zaufania społecznego rodaków do tego typu wynalazków. Zwłaszcza, że wiemy, że filozofia “daj pan na bułkę” często pachnie wódką. Ale nadzieja leży w internautach. Internet w Polsce cieszy się dużym zaufaniem, wręcz większym niż w wielu państwach Europy Zachodniej. Ważne, żeby obok zaufania pojawiła się też umiejętność jego produktywnego i kreatywnego wykorzystania, a także wspierania tych, którzy już to potrafią.

Internet to potężne narzędzie. Oderwijmy czasem błędny wzrok od plotek i fotek Kim Kardashian, a zdamy sobie sprawę na jak wiele sposobów możemy wykorzystać jego magiczne moce do własnego rozwoju zawodowego czy edukacyjnego. Albo żeby, zamiast klikać kolejne bezsensowne lajki, dorzucić swoją cegiełkę i faktycznie komuś pomóc.

Oczywiście, nie zapominając o tym, że po tym jak stworzymy nasz własny projekt finansowania społecznościowego lub też trafimy na taki, w który chcemy się zaangażować, warto wrzucić jego link na naszego Fejsbuka.

*

Chcesz pomóc? Śmiało! -> Kampania Małgosi 
W zamian Małgosia przyśle Ci fotkę z Genewy, udzieli porady prawnej lub tłumaczeniowej! 

crowdfunding-1 

Advertisements

1 Comment

Filed under Uncategorized

One response to “Daj pan na studia

  1. Polecam wszystkim studia w Belgii! Miałam okazje wyjechać i studiować właśnie tam! super sprawa!!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s