Syndrom emigranta

suitcase-300x300Życie na emigranckim wygnaniu to nie małe piwo. Ani bułka z masłem. To bardziej sucha buła, albo piwo nagrzane. Z tym, że nie grzane, tylko takie wymacane, skapcaniałe z którego gaz uszedł, uleciał w siną dal. Na pewno nie jest to piwo tanie i jestem w pełni świadoma, że to zdanie brzmi niczym bluźnierstwo w mych ustach. W uprzywilejowanych ustach osoby z paszportem z obszaru cywilizowanego, a nawet dość komfortowego (Zachód przecież tuż, tuż za rogiem). Wiem, że w temacie tego komfortu prawdziwi Polacy pewnie i tak zaraz zaczną zrzędzić.

No ale ja nie o tym. Bardziej o tym, JAK być Polakiem za granicą. Nie tak tylko na chwilę, last minute, urlopowo wśród turystów z Niemiec i Rosji (którzy to, jak powszechnie wiadomo, się wszędzie panoszą). Ale tak na stałe, always and forever, z Meldunkiem, czynszem w € – Euro [jʊroʊ], czy też, nie daj boże, £ –Pounds [paʊnds] oraz z sąsiadami, których nawet podsłuchać nie można, bo nie wiadomo po jakiemu się kłócą. Jak być tym Polakiem (najlepiej nie-cebulakiem), co sezon dzierżąc w dłoni wymiętolone bilety z Ryanaira (bez poczęstunku), wydrukowane na 24 h przed odlotem (również w siną dal), sadowiąc się na uwierających w tyłek fotelach, które to ów tyłek od święta – na święta – transportują w strony rodzinne pachnące pierogiem, tudzież mazurkiem. I jak w tak zwanym międzyczasie żyć? Bo przecież żyć jakoś trzeba.

imagesW temacie emigracji/imigracji wieku XXI wiemy, że niektórzy z nas do swej zagranicznej lokacji, lokalizacji przybyli wspomnianym Ryanairem, a nie zaś rozklekotaną i rozepchaną nadmiarem zdesperowanych ludzi łódeczką. Ale o dziwo, życie bywa czasem na tyle sprawiedliwe, że nie zważając na zawartość naszych kieszeni czy pretensje jakie żywimy wszem i wobec do świata skazuje nas wszystkich na podobne migranckie dylematy, rozterki i (d***) bóle.

Nostalgia i nos usmarkany tęsknotą za domem są dla emigranta większą gwarancją niż śmierć, podatki i odsetki rat kredytu. Ale lista objawów syndromu emigranta jest dłuższa, szersza i jeszcze bardziej bezlitosna.

Grozi nam na przykład uzależnienie do porannej/wieczornej lektury Pudelka. Szybko zwięźle i na temat i już wiesz co się dzieje w (pół)światku ojczyźnianych celebrytów i bliżej nieznanych Ci towarzyszących im osób. A jeszcze bliżej matki ojczyzny i polskości jako takiej jest ci po zatopieniu się w lekturę hejtujących pudelkowych komentantorów. Jakże błogo jest wśród swoich.

Zespół łzawego oka przy oglądaniu programu dokumentalnego o Puszczy Białowieskiej, żubrach i pierwotnych lasach, po których owe żubry hasają (czy żubry w puszczy hasają? czy tylko występują?). W czasach szkolnych powieka nawet nie zadrżała nad losem żubra (no chyba, że nad puszką), a teraz proszę, szloch w pełni patriotyczny.

summer+school+monikaPokrewne objawy to niekontrolowany szloch (też patriotyczny) nad twarogiem zakupionym w rosyjskim spożywczaku, wieczorne mazanie się przy hitach Varius Manx i smętny video chat z koleżanką – rodaczką – wypełniony rzewnym wspominaniem chwil spędzonych niegdyś wspólnie w kraju nad Wisłą.

Stan niekontrolowanej euforii w reakcji na publikowane przez fejsbukowiczow osiadłych w ojczyźnie fotki jesienne. Jesień polskich lasów, parków, a nawet ulic nagle jawi się jako piękna, nie zaś zapaćkana czy dołująca. Ten objaw ma szanse występowania jedynie w przypadku gdy a) od dłuższego czasu nie przebywamy w Polsce b) nie ma akurat jesieni c) umieramy na tropikalną gorączkę. Objaw ma też edycje zimową.

Kompulsywne próby przyrządzania polskich potraw z dostępnych na obczyźnie polsko-podobnych składników. Następnie równie kompulsywna publikacja fotek dokumentujących owe kulinarne dokonania. Trzeba było babci uważniej słuchać, to może byłoby się czym chwalić… Dobrze, że możliwość przeróbki fotek jest w obecnych czasach globalizacji i zakłamania mediów dostępna także nam, Kowalskim na wygnaniu.

2bfb338414_i_love_polandNerwica natręctw polegająca na powtarzaniu frazy – „bo w Polsce to…”, „in Poland, we say…”, „en polaco se dice…” i tym podobnych.

Omamy, halucynacje i tym podobne złudzenia idealizujące kraj, miasto, wieś pochodzenia oraz kulturę narodową.

Ubytki w pamięci prowokujące błędy językowe. Przystanku? Przystanka? Podkoszulka? Podkoszulek? Dokładnie! Masakra! Relacja? Prokrastynacja? Jak to się po polsku nazywa? Byznes, mityng, lancz? Taka sytuacja.

Obsesyjne poszukiwania polskich dzieł kinematografii dostępnych online, najlepiej z podpisami ENG aby spełnić się w równie obsesyjnej potrzebie krzewienia kultury przodków wśród niczego nieświadomych i skonfundowanych (patrz punkt wyżej) przedstawicieli kultury lokalnej.

Niekontrolowany odruch zakupu koszulki z nadrukiem Made in Poland i ręcznie robionej bombki choinkowej na międzynarodowym targu świątecznym w mieście naszego wygnańczego pobytu.

Polaków portret wlasnyA także, marzenia senne o tematyce ogólnopolskiej, sentyment do bocianów, niepohamowana potrzeba nabywania polskich produktów dostępnych na lokalnym rynku, bądź stany depresyjne w wypadku braku ich występowania.

Wszelkie objawy syndromu emigranta, a także skutki uboczne metod jego zaleczania środkami dostępnymi na miejscu ustępują nie dłużej niż w ciągu kilka tygodniu po powrocie do kraju.

W przeciwnym wypadku skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Advertisements

12 Comments

Filed under Uncategorized

12 responses to “Syndrom emigranta

  1. mnie juz po 10 latach niestety dopadaja co raz czesciej ubytki pamieciowo-jezykowe. Zdarza sie ze nawet zdania w jezuku polski odpowiadaja skladni angielskiej. Orientujemy sie ropiero po dziwnym wyrazie twarzy naszych polski odbiorcow/rodziny. Czesto dostaje maila zwrotnego od mammy z podkreslonymi zdaniami o prosbe o przeredagowanie, bo ona mnie nie rozumie. Przerazajace, ale niestety prawdziwe…

  2. Zgadzam sie, niestety emigracja wchodzi w krew… swietny tekst !
    Piszesz tak bittersweet, bardzo zabawnie. Mam bardzo podobne odczucia.
    Zapraszam Cie do wspolpracy, kompiluje teksty do ksiazki o naszej Euro emigracji , napiszesz ?
    http://znadsrodziemnego.wordpress.com
    Serdecznie z Francji, alles Gute !

  3. obserwatore.eu

    :)) Dobre! Może podkoszulek Made in Poland nie kupuję ale “w Polsce się mówi”, “a w Polsce mamy”, “zwyczajem polskim…” nie schodzi z moich ust 🙂 Przynajmniej inni wiedzą jak się w Polsce mówi…:)

  4. PS przyznaje sie do zachwytu nad żubrami, bialym serem, Varius manx nawet i idealizowaniu Łojczyzny oraz mowieniu tutejszym ” bo w moim kraju” zeby zapytali : a gdzie ? Wtedy dumny odpowiadam…
    PS DUZY PLUS ZA FOTKE BOGUSIA – wzruszylem sie prawie.
    Oj, dana dana…

  5. MA

    Jakbym siebie widziała. Ja wróciłam do PL i teraz na odwrót.. tęsknie za tym co zostawiłam na obczyźnie..

  6. Emigracja robi swoje. Szczególnie jeśli zbyt często nie odwiedzamy ojczystego kraju. Mnie ratują praktycznie codzienne rozmowy z mamą przez Skype’a.. Chociaż w taki sposób mogę porozmawiać po polsku 🙂 Pozdrawiam

  7. Fantastyczny post. Bardzo zabawny i bardzo prawdziwy 🙂

  8. Dgg

    Od 6 lat stale i codziennie myślę o powrocie do ojczyzny. Zaczynam prace o 6:00 a o 7:00 w głowie siedzi tylko jedna myśl : “co ja tu k*** robię”. Ale na Warmii ciężko się odnalezc, zacząć pracować, mieć jakąś perspektywę na przyszłość… zostaje smutek do końca życia…

  9. Nawet smiesznie bylo! poczytam wiecej, za chwilę 😉
    Powodzenia w zagranicy i przy okazji zapraszam do poczytania, gdzie wylądowałam ja 🙂
    http://www.coswamopowiem.blogspot.com

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s