Między spritzerem, humusem, a czekoladą

FxCam_1401976609611Naschmarkt, jak niektórzy z nas wiedzą to miejski targ Wiednia. I to nie byle jaki. Najsłynniejszy wiedeński targ mający około 120 (!) stanowisk znajduje się między ulicami brzmiącymi wręcz romantycznie (jak na niemiecki) Linke Wienzeile i Rechte Wienzeile w dzielnicy szóstej.

Według wielu artykułów dostępnych w sieci i informacji powtarzanych przez tubylców oraz przyjezdnych Naschmarkt jest za jedną z bardziej modnych atrakcji turystycznych miasta.

Recenzenci jednego z najważniejszych turystycznych serwisów internetowych Trip Advisor są raczej jednogłośni. Naschmarkt ma 4 gwiazdki z możliwych pięciu, a liczba jego recenzji to 483. Czytamy głownie: “wspaniały”, “nie można pominąć”, “wszystkiego po trochu”, “coś więcej niż zwykłe zakupy spożywcze”, “ładny rynek”. Ale też – “bardzo tłoczno i wiele podobnych stoisk”. Albo mniej skrajnie – “wybór jedzenia jest niesamowity, trochę tłoczno, ale odwiedzić warto”, czy “zatłoczony ale warty odwiedzenia”.

DSC_0240Moje pierwsze doświadczenie z Naschmarkt do pozytywnych nie należało. Podczas zeszłorocznych, jak pamiętamy wybitnie upalnych wakacji, najpierw zaplątałam sie w chaosie nieco mniej “prestiżowych”, a bardziej brudnych stanowisk pełnych obrzydliwych rupieci.  Następnie uciekając z nieosłoniętego zupełnie przed słońcem najsłynniejszego wiedeńskiego targowiska niemalże runęłam omdlona prosto w roztapiający się beton wiedeńskich ulic. Uratowała mnie, tak rzadka w Austriackiej stolicy, klimatyzacja w sąsiednim chińskim supermarkecie, przyjemnie chłodnym, ale mniej przyjemnie pachnącym wodorostami i topniejącymi mrożonkami z ryb.

Ale mamy czerwiec, pogoda nie dość, że znośna to wręcz przyjemna. Trauma zeszłorocznego Naschmarktu odeszła w zapomnienie. Poza tym, sobota, wypadałoby wstać z kanapy i jeśli nie na siłownie, to chociaż pospacerować na targu by można…

DSC_0228Co mogę powiedzieć po powrocie z Naschmarktu obładowana dominikańską czekoladą, czereśniami wielkości mandarynek, słodkimi ziemniakami, humusem i włoską przyprawią aglio olio peperoncino? Internauci, jak to zwykle bywa, nie mogli się mylić. Oficjalnie staję się jedną z najwierniejszych fanką Naschmarktu. Jak to możliwe? Przede wszystkim, tym razem ominęłam szerokim łukiem niezbyt przyjemną wizualnie, pozbawioną ciekawej oferty handlowej, a także niezbyt przyjemnie pachnącą sekcję z wygrzebanymi z zaśniedziałych strychów starociami i udałam się prosto w przyjemnie zadaszoną, spożywczą część rynku.

I co tam mamy? Każdy istniejący na świecie gatunek owoców, warzyw i przypraw, orzechy, słodycze, mięso, ceramikę, kwiaty, bary, lodziarnie i szybkie jedzenie na wynos. Wszystkie stoiska są ładne, schludne, a dostępne produkty wyglądają (i smakują) na towar bardzo wysokiej jakości. Naschmarkt jest pełen turystów, dzięki temu sprzedawcy są w miarę otwarci, cierpliwi, a nawet próbują zagadywać do klientów w swoich wersjach różnych języków świata. Czyli do mnie na przykład – po rosyjsko-polsku.

DSC_0234Pamiętajcie, że jeśli zamiast robić zakupy, fotografujecie wystawiony towar wielkim aparatem a’la paparazzo to sprzedawcy mogą stać się nieco mniej przyjaźnie nastawieni… Najpierw trzeba grzecznie poprosić o możliwość dokumentacji, albo kupić chociaż jeden produkt i wtedy fotek można cykać do woli.

Jednym z moich ulubionych punktów na tym rynku jest na pewno sklep z czekoladami świata, mający też w ofercie mrożony jogurt i inne desery, ale przede wszystkim specjalne kostki czekolady, które trzeba rozpuścić w rozgrzanym mleku aby móc rozkoszować sie prawdziwą (czyli gęstą, a nie rzadką jak rozwodnione kakao nesquik) gorącą czekoladą i to w różnych smakach.

Naschmartk jest jednym z tych miejsc, w których alkohol jest dostępny od samego rana. Na co drugim stoliku mijałam klientelę targowiska racząca się delikatnym wein spritzer, piwkiem, a nawet i drinkiem z palemką (może tak Austriacy radzą sobie z brakiem dostępu do morza?).

Co więcej Naschmartk jest jednym z niewielu miejsc w Austrii, gdzie nie prześladował mnie od samego rana szczypiący wręcz w oczy zapach papierosów… A może miałam po prostu tego dnia szczęście?

DSC_0254Ha! Teraz mam powód by wrócić i się przekonać.

I mówiąc “wrócić” mam na myśli spędzać tam co tydzień całą sobotę od rana, do wieczora, między spritzerem, humusem, a czekoladą, aż pęknę, albo aż mnie przepędzą.

Advertisements

2 Comments

Filed under Uncategorized

2 responses to “Między spritzerem, humusem, a czekoladą

  1. Nietuzinkowe spojrzenie na sprawę, każdy winien rozczytać
    oraz zaznajomić się z przedmiotem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s