Monthly Archives: June 2014

Życie bez domu

World_Refugee_Day(1)Minęło już siedem lat, odkąd opuściłam mój dom rodzinny. Miałam 19 lat i wyjechałam do stolicy studiować. Studiować, ale też by lepiej poznać świat i jeszcze lepiej siebie samą. By rozwijać się i odkryć, kim tak naprawdę jestem, oraz co, a czego nie jestem w stanie dokonać. Najtrudniejszy okres i największe wyzwanie mojego życia. W zależności od tego, jak na to spojrzeć, najlepsza i najgorsza rzecz, jaką zrobiłam. Najlepsza – bo jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz. Bo mieszkanie samemu i wykrzesanie z siebie samowystarczalności nauczy Cię więcej niż jakakolwiek szkoła czy uniwersytet.

Najgorsza, bo Cię wykorzenia. Pozbawia tego, co „normalne”, odziera z rutyny. Otwiera przed Tobą tyle drzwi, że nigdy nie umiałeś do tylu zliczyć, nie mówiąc już o ich otwieraniu. Przedstawia jako prostsze niewyobrażalne możliwości, jakie życie przed Tobą roztacza. Ale utrudnia wybór. Uczy, że „dom” jest redefiniowalny i nigdy ostateczny. Czyni życie piękniejszym, ale okrada je w pewnym sensie z bezpieczeństwa i tego, co oczywiste… Ale najgorsze jest to, że sprawia, że tęsknisz za domem. Nie chodzi mi tu o fizyczne miejsce, tylko o poczucie, że jesteś w znajomym Ci punkcie. Chodzi o poczucie komfortu, o pewien powtarzalny porządek. Poczucie domu.

Gdy przygotowywałam ten artykuł, udałam się w głęboką podróż introspekcyjną, przez wspomnienia, rozliczenia, dramaty, radości i duchy przeszłości. Gdy przygotowywałam ten artykuł, zasięgnęłam również bibliografii związanej z tematem, by nabrać dystansu do kwestii, która jawi mi się jako tak osobista.  Poniższy wiersz wzruszył mnie od pierwszej chwili. Napisany przez kurdyjską poetkę, Choman Hardi, określany jest jako Poezja Pamięci i Wygnania.
Pozostawiam go Waszej refleksji.

web-2
***
Odziedziczę kuchnię mojej matki,
Jej szklanki, jedne wysokie i wąskie, inne niskie i pękate,
Jej talerze, brzydką kolekcję z różnych kompletów,
Kieliszki kupione pospiesznie na różne okazje,
Zardzewiałe garnki, których nie wyrzuciła.
„Jeszcze niczego nie kupuj”, mówi,
„Niedługo wszystko to będzie Twoje”.

Moja mama planuje kolejną wyprawę
Po raz pierwszy jej celem jest dom,
Odbudowany dom, który umebluje.
Ma 69 lat, a cieszy ją, że zacznie od nowa.
To już dziewiąty raz.

Nigdy nie mówi o utraconym dobytku
Gdy zostawia za sobą kolejne domy.
Nigdy nie czuje żalu
Tylko jej winorośl w ogródku,
Oplatająca ściany ganku.
Zwykła śpiewać, by winogrona dojrzewały,
Szyła woreczki z bawełny, by chronić je przed pszczołami,
Nigdy nie odziedziczę drzew mojej mamy.
***

c9b5496bd05f635e3dee7f7f172f8960Tak jak i ja oraz wielu z Was. Przeżywamy to życie bez domu metaforycznie, w świecie otwartym, ale pędzącym, ekscytującym, ale na walizkach.

Ale są wśród nas też tacy, których życie bez domu dotyczy w sensie dosłownym. Ich życie to ucieczka, ich życie to wyrwane korzenie. To im, z okazji obchodzonego w czerwcu Światowego Dnia Uchodźcy, chciałabym dedykować ten wiersz. I życzyć by, nawet jeśli ich winorośl została porzucona dawno i daleko, udało im się odnaleźć spokój i miejsce na nową.

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Vienna Time Travel

imagesTym jakże zachodnim (takim ładnym i Amerykańskim) tytułem chciałabym wszystkich Was, drogich tubylców zadomowionych już w mieście muzyki i sznycla, a także Was, drogich turystów jedynie przejazdem podziwiających przedwojenna architekturę stolicy austriackiej, zaprosić do podróży w czasie. Niektórych z nas tubylców/bądź turystów nie ruszają bowiem tradycyjne muzealne eksponaty i pomimo kunsztu wiedeńskiego wystawiennictwa (czy to wystawia się malarstwo czy kość piszczelową prehistorycznych gadów) snujemy się smętnie między nudziarskimi gablotami ziewając w nadziei na jakąś nową, fascynującą formę nauki historii. Podróżując w czasie na przykład.

Podróż taka dostępna jest dla Was codziennie od godziny 10:00 do 20:00 (ostatnie wejście o godzinie 19:00) w muzeum Vienna Time Travel na Habsburgergasse 10A, 1010 w austriackiej stolicy. Wstęp tani nie jest, ale przyznajmy, że to cena dość przystępna jak na wojaże czasoprzestrzenne; 18,00 Euro za osobę dorosłą, 14,00 Euro za dziecko do 14 roku życia, 16 Euro dla Seniorów (55+). Bilety można nabyć ze zniżką na stronie internetowej muzeum http://www.timetravel-vienna.at/ , a także w przypadku zabukowania większej grupy zwiedzających (bilet za 15,00 Euro od osoby dla grupy liczącej osób minimum 12).

 Vienna Time Travel to na pewno recepta na ciekawe popołudnie, a moim skromnym zdaniem jest godne polecenia zwłaszcza dla młodzieży (metryką bądź sercem), oraz dla rodzin z dziećmi. Dlatego, że jest to muzeum nietypowe. Znajduje się w dawnym budynku klasztornym w samym centrum miasta, a składa się z: kina gdzie obejrzymy video w formacie 5D (sic!), ekspozycji figur animatronicznych, innych ekspozycji multimedialnych, oraz prawdziwego bunkra z czasów II Wojny Światowej. Przewodnicy dostępni są w m.in. języku niemieckim oraz angielskim, w polskim niestety nie (mamy natomiast do dyspozycji odbiorniki auto-guide w naszej ojczystej mowie Piastów i Popiela, którego myszy zjadły).

stephansdom-logo-cfDlaczego muzeum jest godne polecenia, a zwłaszcza dla nas, pokolenia młodych ale już nie tak gniewnych, zblazowanych i rozpieszczonych technologią, oraz dla rozpieranych energią dzieci? Bo jest interaktywne, żwawe, zabawne i skondensowane. W prawdzie zaliczyć go do miejsca wysokiej kultury raczej nie można i na pewno nie zdobędziemy w nim wiedzy godnej doktoratu, ale na pewno zaznamy wyśmienitej rozrywki o zabarwieniu bardziej intelektualnym niż na przykład typowe leczenie niedzielnego kaca leżakując na kanapie gapiąc się w polską TiVi na zmontowanej przez pana Mietka satelicie.

Dodajmy jeszcze, że ludzki mózg jest niestety dość leniwy, dlatego częściej zapamiętuje informacje podane w formie ciekawej, niż wkute pod przymusem ławy szkolnej, albo gdzieś “liźnięte” od niechcenia na jednej z wielu podobnych do siebie ekspozycji. Ja np. widziałam w swoim życiu bardzo wiele zamków, ale wszystkie zlały mi się w jedną nierozróżnialną “zamkowość” na tyle, że już nie jestem w stanie rozpoznać czy w danym zamku już byłam czy jeszcze nie. Biorąc ten krótki wywód pod uwagę, podejrzewam, iż jest szansa, że jedyna wiedza na temat miasta Wiedeń, jaką na starość będę dysponować, pochodzić będzie właśnie z tego muzeum i jego interaktywnych bajerów.

time-travel-vienna1Żeby nie było, że nie wiem o czym mówię, odwiedziłam Vienna Time Travel już dwa razy i gwarantuję, że każdego odwiedzającego mnie w Wiedniu gościa (bądź gościówę) zaciągnę w jego klasztorno-muzealne progi, czy to po dobroci, czy siłą i przemocą. Dodam jeszcze, że postuluje aby każde “większe” miasto, a przynajmniej miasto stołeczne, dysponowało tego typu muzeum. Tak więc moi drodzy, jak już zapoznacie sie na czym ten przybytek na Habsburgergasse 10A polega możemy nawet zacząć postulować, planować, odrzucać i przyjmować projekty na nasze rodzime Warsaw Time Travel (lub jak kto woli Krakow Time Travel, a nawet Srock Time Travel, chociaż ów travel nie byłby chyba nazbyt dynamiczny, tak podejrzewam…).

Podsumowując, moi drodzy wiedeńczycy udokumentowani bądź tymczasowi, na podróże małe i duże nie wszyscy mamy czas czy fundusze. Ale na podróż w czasie jak się okazuje i owszem!

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Między spritzerem, humusem, a czekoladą

FxCam_1401976609611Naschmarkt, jak niektórzy z nas wiedzą to miejski targ Wiednia. I to nie byle jaki. Najsłynniejszy wiedeński targ mający około 120 (!) stanowisk znajduje się między ulicami brzmiącymi wręcz romantycznie (jak na niemiecki) Linke Wienzeile i Rechte Wienzeile w dzielnicy szóstej.

Według wielu artykułów dostępnych w sieci i informacji powtarzanych przez tubylców oraz przyjezdnych Naschmarkt jest za jedną z bardziej modnych atrakcji turystycznych miasta.

Recenzenci jednego z najważniejszych turystycznych serwisów internetowych Trip Advisor są raczej jednogłośni. Naschmarkt ma 4 gwiazdki z możliwych pięciu, a liczba jego recenzji to 483. Czytamy głownie: “wspaniały”, “nie można pominąć”, “wszystkiego po trochu”, “coś więcej niż zwykłe zakupy spożywcze”, “ładny rynek”. Ale też – “bardzo tłoczno i wiele podobnych stoisk”. Albo mniej skrajnie – “wybór jedzenia jest niesamowity, trochę tłoczno, ale odwiedzić warto”, czy “zatłoczony ale warty odwiedzenia”.

DSC_0240Moje pierwsze doświadczenie z Naschmarkt do pozytywnych nie należało. Podczas zeszłorocznych, jak pamiętamy wybitnie upalnych wakacji, najpierw zaplątałam sie w chaosie nieco mniej “prestiżowych”, a bardziej brudnych stanowisk pełnych obrzydliwych rupieci.  Następnie uciekając z nieosłoniętego zupełnie przed słońcem najsłynniejszego wiedeńskiego targowiska niemalże runęłam omdlona prosto w roztapiający się beton wiedeńskich ulic. Uratowała mnie, tak rzadka w Austriackiej stolicy, klimatyzacja w sąsiednim chińskim supermarkecie, przyjemnie chłodnym, ale mniej przyjemnie pachnącym wodorostami i topniejącymi mrożonkami z ryb.

Ale mamy czerwiec, pogoda nie dość, że znośna to wręcz przyjemna. Trauma zeszłorocznego Naschmarktu odeszła w zapomnienie. Poza tym, sobota, wypadałoby wstać z kanapy i jeśli nie na siłownie, to chociaż pospacerować na targu by można…

DSC_0228Co mogę powiedzieć po powrocie z Naschmarktu obładowana dominikańską czekoladą, czereśniami wielkości mandarynek, słodkimi ziemniakami, humusem i włoską przyprawią aglio olio peperoncino? Internauci, jak to zwykle bywa, nie mogli się mylić. Oficjalnie staję się jedną z najwierniejszych fanką Naschmarktu. Jak to możliwe? Przede wszystkim, tym razem ominęłam szerokim łukiem niezbyt przyjemną wizualnie, pozbawioną ciekawej oferty handlowej, a także niezbyt przyjemnie pachnącą sekcję z wygrzebanymi z zaśniedziałych strychów starociami i udałam się prosto w przyjemnie zadaszoną, spożywczą część rynku.

I co tam mamy? Każdy istniejący na świecie gatunek owoców, warzyw i przypraw, orzechy, słodycze, mięso, ceramikę, kwiaty, bary, lodziarnie i szybkie jedzenie na wynos. Wszystkie stoiska są ładne, schludne, a dostępne produkty wyglądają (i smakują) na towar bardzo wysokiej jakości. Naschmarkt jest pełen turystów, dzięki temu sprzedawcy są w miarę otwarci, cierpliwi, a nawet próbują zagadywać do klientów w swoich wersjach różnych języków świata. Czyli do mnie na przykład – po rosyjsko-polsku.

DSC_0234Pamiętajcie, że jeśli zamiast robić zakupy, fotografujecie wystawiony towar wielkim aparatem a’la paparazzo to sprzedawcy mogą stać się nieco mniej przyjaźnie nastawieni… Najpierw trzeba grzecznie poprosić o możliwość dokumentacji, albo kupić chociaż jeden produkt i wtedy fotek można cykać do woli.

Jednym z moich ulubionych punktów na tym rynku jest na pewno sklep z czekoladami świata, mający też w ofercie mrożony jogurt i inne desery, ale przede wszystkim specjalne kostki czekolady, które trzeba rozpuścić w rozgrzanym mleku aby móc rozkoszować sie prawdziwą (czyli gęstą, a nie rzadką jak rozwodnione kakao nesquik) gorącą czekoladą i to w różnych smakach.

Naschmartk jest jednym z tych miejsc, w których alkohol jest dostępny od samego rana. Na co drugim stoliku mijałam klientelę targowiska racząca się delikatnym wein spritzer, piwkiem, a nawet i drinkiem z palemką (może tak Austriacy radzą sobie z brakiem dostępu do morza?).

Co więcej Naschmartk jest jednym z niewielu miejsc w Austrii, gdzie nie prześladował mnie od samego rana szczypiący wręcz w oczy zapach papierosów… A może miałam po prostu tego dnia szczęście?

DSC_0254Ha! Teraz mam powód by wrócić i się przekonać.

I mówiąc “wrócić” mam na myśli spędzać tam co tydzień całą sobotę od rana, do wieczora, między spritzerem, humusem, a czekoladą, aż pęknę, albo aż mnie przepędzą.

2 Comments

Filed under Uncategorized