Les féministes détestent le sex

tumblr_mhsdrsNKni1qaxujio1_500Ten artykuł wydaje się szczególnie ważny w kontekście naszego kraju rozrywanego ostatnimi czasy dość regularnie na strzępy podczas wszelakich bitew o GENDER.

Widzieliście może serial HBO “Dziewczyny” (“Girls”)? Ja oglądam. Przyznam, że wciągnęła mnie jego “prawdziwość” (zwłaszcza w porównaniu do jakiejkolwiek polskiej produkcji serialowo-telenowelowej), a tym bardziej to z jakim realizmem (a wręcz naturalizmem) portretuje on kobiecą seksualność. Chodzi o to, że pokazuje nam tzw. “zwykłe kobiety”, czyli te w wydaniu sauté, bez glamu, lansu i fotoszopowej obróbki. Kobiety z krwi, kości i celullitu, kobiety nie-idealne, nie-perfekcyjne – a zatem zdecydowanie nie takie, do jakich przyzwyczaiła nas telewizja.

Zdarza mi się też słuchać nowej płyty Beyoncé (chociaż oficjalnie przyznaję się, że taka muzyka, to “tylko na imprezy”). Jako obserwatorka-amatorka całej tak zwanej popkultury, popieram i wspieram prawo tej i innych piosenkarek do negliżowania się w teledyskach czy do występowania w skąpych majtasach na Grammy i do ogólnego nie-krycia się ze swoją kobiecością. To przecież feminizm, czyż nie? Dlaczego taka Beyoncé miałaby się krygować, zwłaszcza teraz gdy została matką i na pewno, tak jak wiele innych matek, stara się odzyskać pewność siebie i poczucie atrakcyjności. W jednej z piosenek Beyoncé cytuje w tym temacie dialog z filmu The Big Lebowsky, mówiący o tym jak to feministki niesłusznie posądzane są o nienawidzenie seksu, którego w istocie wcale NIE nienawidzą, a wręcz uwielbiają (“Les hommes pensent que les féministes détestent le sexe, mais c’est une activité très stimulante et naturelle que les femmes adorent.”).

Popieram również prawo Lily Allen do nagrania piosenki i nakręcenia wideoklipu, który wyszydza tzw. podwójne standardy płciowe. Teledysk krytykuje uprzedmiotawiania słabszej płci, to jak wszyscy pozwalają sobie poniżać kobiety które przytyły (choćby w lub po ciąży) oraz te które są otwarcie i wprost “seksualne”, albo zwyczajnie (lecz NIE jak na damę przystało) mają coś do powiedzenia.

love-sex-hate-sexism

Wszystkie tego typu wysiłki, manifesty celebrytek, artystek, piosenkarek MTV, youtube itp. to przecież feminizm, prawda? Może feminizm w wersji POP, ale mający na pewno moc dostawić kolejny szczebelek zbliżający nas i cały gender do równouprawnienia.

ALE, to czego Wam jeszcze nie powiedziałam to, to, że kiedy oglądam “Dziewczyny”, głównie skupiam się na tym jak obleśna jest główna bohaterka. Nie pozwalam sobie na takie seksistowskie rozważania, a jednak myśl ta towarzyszy mi za każdym razem gdy Hannah Horvath zdejmuje ubranie. Dlaczego ona tyle je? – Myślę. Czemu nie pójdzie na jakąś siłownię albo pobiegać?

Nie powiedziałam Wam też tego, że tak jak to świetnie ujęła Ellie Slee w Huffington Post, Beyoncé „feministka” chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko (tym razem nie a propos tycia). Eksponowanie roznegliżowanego acz doskonałego ciała, nawet jeśli w imię wyższej idei „dla i za Matki świata tego”, odzyskujące po ciąży swoją „kobiecość”, nie czyni z Beyonce feministki. Tym mniej jeśli tekst jej piosenki “promuje” (a nawet jeśli nie promuje, to nonszalancko umniejsza ten problem) przemoc w rodzinie (“Eat the cake, Anna Mae” z hitu Drunk in love bezpośrednio odwołuje sie do agresji, której doświadczyła Tina Turner z rąk swojego męża Ike’a). Parafrazując Ellie Slee, droga Beyonce, biorąc na tapetę krzywdę kobiety i staranie się ją przeformatować na wersję “sexy” nie czyni z Ciebie feministki.

Ostatnia informacja, którą się z Wami jeszcze nie podzieliłam to ciekawy fakt, iż Lily Allen sporo schudła. I to dopiero wtedy nakręciła teledysk do “Hard Out Here”. Oczywiście łatwiej przyjmujemy manifesty pod tytułem – nie krytykujcie osób otyłych – gdy są autorstwa tych, którzy sami do otyłych nie należą. Na przykład kiedy taka Jennifer Lawrence oświadcza, że “wyzywanie kogoś od grubych powinno być nielegalne” jest to odbierane jako urocze, a ona jako osoba skromna. Gdyby wyszło to z ust Beth Ditto z Gossip, uznane by zostało za co najmniej żenujące. Wracając do Allen, jej piosenka jest “feministyczną” odpowiedzią „na” oraz krytyką hitu Blurred Lines Robina Thicke, czyli najbardziej mizoginistycznego i seksistowskiego przeboju ostatniej dekady. Dlatego proszę, niech mi ktoś wyjaśni, skoro “Hard Out Here” jest ripostą do Robina Thicke, to dlaczego w jej teledysku nie widzimy wyginających swe roznegliżowane ciała panów, tylko znowu KOBIETY?

images (6)

Czy jest to bardziej feminizm, kiedy roznegliżowane panienki eksponują swe ciała ale dla i w imię innych KOBIET, niż  gdyby działo się to przez oraz dla mężczyzn?

Czymże jest ów pop feminizm XXI wieku? Jakąś dziwną hybrydą dążenia do równości płci połączoną z odwiecznym obowiązkiem kobiety do tego by,  nieważne czy dyskryminowana czy nie, zawsze i wszędzie potrafiła epatować swoją atrakcyjnością i seksownym tyłkiem? Czy jest to “prawo” do eksponowania ciała w imię jakiejś w danym momencie promowanej “idei fix”, oczywiście z zastrzeżeniem, że owo ciało reprezentuje się wystarczająco dobrze?

Dlaczego taka Beyoncé bez ustanku powtarza, że wartość kobiety, która stała się matką NIE spada mimo niewygodnego faktu posiadania potomstwa? Oczywiście pod warunkiem, że stanowi ona, ta kobieta, symbol seksu i nie straszna jej golizna w miejscu publicznym? Tak jakby posiadanie dziecka było problemem, który należy jak najszybciej rozwiązać, abyśmy nadal mogły być uważane za prawdziwe kobiety. Ponieważ najwyraźniej macierzyństwo jest przeszkodą w drodze do ideału kobiecości, która to jest wprost proporcjonalna do atrakcyjności i seksowności (czyli gotowości do obnażenia jak największej powierzchni ciała w tym samym momencie) danej przedstawicielki płci, nomen omen, pięknej.

Być może rozumiem podstawę ideową postulatów wszelakich pop feministek lepiej niż one same. Zgadzam się, że kobieta nie powinna MUSIEĆ stać się istotą aseksualną, aby móc uniknąć uprzedmiotawiania. Oznacza to nic innego niż jej prawo do bycia sexy, a nawet do epatowania dekoltem i zmysłowością z jednoczesnym zachowaniem prawa do respektowania przez szeroko pojętą publikę jej godności jako człowieka. W skrócie – ona może chodzić, a nawet tańcować w krótkiej kiecce, a reszta świata nie ma prawa jej z tego tytułu ubliżać. To głównie na tym postulacie, wydaje się skupiać duża część współczesnych kobiet identyfikujących się jako feministki. Chcą prawa do seksualności bez idącej za tym ceny degradacji do obiektu seksualnego, odczłowieczenia. W porządku. Każda istota ludzka zasługuje na to prawo.

images (7)

Cel jest zatem słuszny, ale czy dąży się do niego słusznymi środkami? Czy walka o respektowanie kobiecej seksualności usprawiedliwia i MUSI odbywać się drogą (znowu) eksponowania ciała, tyle że w kontekście świadomym i niejako “od-kobiecym”?
Szczerze mówiąc, jestem rozdarta, z jednej strony zgadzam się – kobiety powinny mieć prawo zachowywać się jak im się żywnie podoba (tak jak mężczyźni). Zgadzam się, kiedy kobieta staje się matką, nie powinna czuć przymusu ukrywania swojej seksualności na samym dnie głębokiej szuflady z pieluchami.

A z czym się nie zgadzam? Na to, że kobiety muszą to sobie ciągle UDOWADNIAĆ. Sobie na wzajem i całemu światu, przy okazji poświęcając na to o wiele więcej czasu i energii niż na jakikolwiek inny temat związany z gender. Cycki emocjonują bowiem bardziej (jak widać, nie tylko facetów) niż ilość godzin spędzanych przez kobietę za biurkiem albo nad zlewem.

Jeszcze jedno pytanie nie daje mi spokoju – czy gdyby Lilly Allen i Beyoncé nie były atrakcyjnymi kobietami i na swoich teledyskach nie ukazały dość odważnie kobiecego ciała to czy piosenki odniosłyby taki sam sukces?

Być może chcecie odpowiedzieć TAK, zwłaszcza biorąc pod uwagę jakim hitem stał się serial “Dziewczyny”, którego głównej bohaterce bardzo daleko do typowej Hollywoodzkiej piękności.

3301225f6ff03f19fce434185a54fb47

Jeśli tak myślicie, to proszę mi wytłumaczyć dlaczego autorka i aktorka serialu Dziewczyny została obrzucona tak ostrą krytyka za “najgorszą” suknię na gali Golden Globes. Bo wyobraźcie sobie tę samą kreację na Beyoncé.

To nie z sukienką był problem, tylko z tym kto ją założył. Figura Leny Dunham odbiega od standardów wyznaczonych przez wszystkie Beyonce, Lilly Allen i inne feministki popkultury, a jej uroda daleka jest od norm fotoszopa. Jej serial odniósł sukces jako antyteza “hollywoodzkiego” imidżu kobiety wyidealizowanej, silikonowej i wydepilowanej i często, NIEREALNEJ. Jej serial właśnie za to został chwalony.

Paradoksalnie, autorka reprezentująca całą sobą dokładnie ten sam przekaz co serial najwyraźniej nie zasłużyła sobie na takie samo traktowanie.

Advertisements

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s