Podążać za pasją – rozmowa z Tomaszem Koniecznym

Tomasz Konieczny, bas-baryton, ur. 10.01.1972 w Łodzi, studiował aktorstwo w PWSFTviT w Łodzi, śpiew solowy w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Muzycznej w Dreźnie.

Scena z filmu Pierścionek z orłem w koronie

„Wierzę, że pomimo czasów w jakich żyjemy, w ludziach pozostaje dużo zdrowego rozsądku. Nawet jeśli początkowo pójdą w jakimś kierunku, na przykład kierowani opiniami bliskich, to w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę, że powinni robić to do czego są stworzeni, to, czym tak naprawdę chcą się zajmować.”

Tomasz Konieczny, bas-baryton, ur. 10.01.1972 w Łodzi, studiował aktorstwo w PWSFTviT w Łodzi, śpiew solowy w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Muzycznej w Dreźnie. Jako śpiewak operowy zadebiutował w partii Figara w Teatrze Wielkim w Poznianiu w 1997 roku. Sceny na których występował to, m.in. Opera w Lipsku, Teatr Miejski w Lubece, Opera w Stuttgarcie, Opera Niemiecka w Düsseldorfie, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Teatro Real w Madrycie, Opera Niemiecka w Berlinie, Opera Narodowa w Paryżu, Teatr Narodowy w Monachium, Opera Wiedeńsk. I zapewne lista ta będzie coraz dłuższa. Rozmowę z Tomaszem Koniecznym przeprowadziłam w uroczej kawiarni na wiedeńskim Kahlenbergu po jego wyjątkowo kameralnym koncercie adwentowym w kościele św. Józefa.  

Jest Pan z wykształcenia aktorem i absolwentem uczelni muzycznych w Warszawie i Dreźnie. Grał Pan w filmach i spektaklach teatralnych, pracował także jako reżyser, ale międzynarodową karierę zrobił Pan jako śpiewak operowy. Dlaczego ostatecznie opera, a nie aktorstwo?

Aktorstwo to był mój pierwszy zawód i rzeczywiście w tamtym czasie w Warszawie zrealizowałem bardzo dużo produkcji teatralnych, telewizyjnych i filmowych. Jeśli chodzi o wybór zawodu operowego stało się to trochę przez przypadek. Przyjechałem na studia do Niemiec do Drezna i po kilku miesiącach otrzymałem mój pierwszy angaż w operze – i tak już zostało. I jestem naprawdę bardzo szczęśliwy że w tej chwili uprawiam właśnie ten zawód.

Łódź, Pana miasto rodzinne, według wielu to miasto biedny i chuligaństwa. Według Davida Lyncha zaś to “miasto które wciąż jest czymś mniejszym niż powinna być”. A na Pana jak wpłynęło?

Łódź wspominam bardzo miło, jest miastem, w którym najczęściej przebywam kiedy odwiedzam Polskę, mam tam rodzinę i najbliższych przyjaciół. Bywam tam bardzo często i muszę przyznać, że widzę tam ogromne zmiany. Uważam, że Łódź ciągle ewoluuje, w mieście jest bardzo dużo kapitału, a poza tym jest to miasto bardzo ciekawe. Jest to miasto, które z jednej strony mnie fascynuje, a z drugiej strony, rzeczywiście przeraża rejonami biedy, wszelkimi niedoskonałościami. I tak jak David Lynch uważam, że jest to miejsce niedocenianie, Miejmy nadzieje, że w przyszłości to się zmieni. Najważniejsze jest chyba to, że Łódź jest bardzo dynamiczna. Bardzo lubię to miasto

Mieszka Pan poza Polską. Jak się panu mieszka za granicą? 

Od kilku już lat mieszkamy z rodziną w Niemczech. Ale, ze względu na mój zawód muszę bardzo dużo podróżować, na przykład w tej chwili częściej mieszkam w Wiedniu niż w Niemczech. Taki jest wymóg mojego zawodu, podróży się nie uniknie. Jeśli chodzi o życie w Niemczech to muszę przyznać, że sytuacja w Niemczech obecnie zmienia się nie do końca na lepsze. Tam kryzys bardzo się społeczeństwu dał we znaki. W Polsce często mówi się o niemieckiej solidności, organizacji, o ich poważnym traktowaniu ludzi oraz o ich bardzo nowoczesnych technologiach. Na dzień dzisiejszy uważam, że bardzo wiele państw, w tym Polska, może się wykazać nowszymi technologiami i szybszym rozwojem. W konsekwencji kryzysu, również kultura w Niemczech nie zmienia się na lepsze.

fot. Klaudia Taday

fot. Klaudia Taday

Otrzymał Pan wykształcenie artystyczne – jak to się stało, ambicje rodziców? Dziecięce marzenie? Przypadek?

Mój nieżyjący już ojciec był inżynierem, mama jest ekonomistką. Ani jedno ani drugie z rodziców nie zajmowało się sztuką, dlatego nie chcieli abym ja został artystą. Ale mnie od najwcześniejszego dzieciństwa ciągnęło do teatru, do sztuki. Moje życie szkolne było wypełnione udziałem w różnego rodzaju wydarzeniach artystycznych, teatralnych, parateatralnych. Od zawsze wiedziałem, że będę w życiu uprawiał teatr w taki czy inny sposób. Miała to być z początku reżyseria, ale zaczęło się od aktorstwa, a skończyło się na operze. Opera to bodaj najwyższa forma sztuk teatralnych. Okazała się też moją pasją.

W Polsce narzeka się na współczesną publiczność teatralną, że komentują, że nie wyłączają telefonów komórkowych. Jak to wygląda w operze?

Ja nie obserwuje takiego zjawiska, uważam, że teatr dramatyczny w Polsce funkcjonuje w dalszym ciągu na bardzo wysokim poziomie. Ale jednocześnie muszę przyznać, że nie mam aż takiego rozeznania jeśli chodzi polski teatr, dlatego trudno mi się odnieść do tych opinii. Mogę natomiast powiedzieć, że opera w Polsce nie rozwija się w taki sposób w jaki powinna się rozwijać, zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak wyglądają sceny operowe innych krajów dawnej wspólnoty socjalistycznej. Mówię tutaj o Pradze, czy Budapeszcie. Tam opera jest na naprawdę wysokim poziomie. Mam stamtąd nawet propozycje występów. W Wiedniu opera też ma się świetnie. Widzę, że sztuka, którą uprawiam jest ludziom bardzo potrzebna, bilety się wyprzedają, aż brakuje miejsc, ludzie są zachwyceni spektaklami, potrzebują tego. A ja bardzo się cieszę, że to co robię spotyka się z tak pozytywnym odbiorem.

Pamięta Pan swój pierwszy występ? Była trema?

Już  we wczesnym dzieciństwie zetknąłem się ze sceną. Był to teatr kukiełkowy w szkole podstawowej i nie pamiętam szczerze mówiąc żadnej tremy. Pamiętam, że od samego początku byłem zafascynowany byciem na scenie. Mój pierwszy kontakt z operą wiązał się z zaskoczeniem. Spodziewałem się, że opera będzie bardziej przypominać doświadczenie teatru dramatycznego, jednak praca na scenie operowej wygląda zupełnie inaczej. Wymaga o wiele więcej koordynacji. Śpiew musi być podporządkowany orkiestrze i dyrygentowi. To z tym miałem na samym początku ogromne problemy i to na tym gównie musiałem się skupić. Dlatego moje pierwsze występy operowe nie były wyłącznie przyjemnością, były przede wszystkim ogromnym wysiłkiem intelektualnym i koniecznością o ogromnej koncentracji.

To co Pan robi to pasja. A jak zachęcić młodych ludzi do podążania za pasją w czasach gdy liczy się głównie pieniądz, sukces i kariera?

Ja wierzę, że pomimo czasów w jakich żyjemy, w ludziach pozostaje dużo zdrowego rozsądku. Nawet jeśli początkowo pójdą w jakimś kierunku, na przykład kierowani opiniami bliskich, to w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę, że powinni robić to do czego są stworzeni, to, czym tak naprawdę chcą się zajmować. Dlatego zachęcam młodych ludzi do poszukiwania i do podążania za pasją. Oczywiście często nie jest to najprostsza droga, trzeba bowiem często włożyć ogrom pracy w szansę jakiegokolwiek „zaistnienia”,  ale ta droga procentuje. W ostatecznym rozrachunku człowiek jest dużo szczęśliwszy.

Wiedeń, miasto muzyki. Wielu obcokrajowców mówi, że spokojne, czyste, ale niektórzy narzekają, że wręcz nudne. A na Panu, jako muzyku, jakie robi wrażenie?

Mam trzech synów jeden ma 16, drugi 13, a trzeci 11 lat. Dlatego na brak „temperamentu” w moim otoczeniu nie narzekam. Z tego względu wiedeński spokój bardzo dobrze na mnie działa. Natomiast jeśli chodzi o to, z czym mamy do czynienia na wiedeńskiej scenie operowej, to na pewno nie jest to spokój. Wydarzenie za wydarzeniem, spektakl za spektaklem –  to miasto żyje muzyką. Uwielbiam ten muzyczny klimat Wiednia. Poza tym, świetnie się tutaj mieszka. Czuję się tutaj bardzo dobrze, mogę wręcz powiedzieć że jestem zakochany w tym mieście.

Jako śpiewak operowy zadebiutował w partii Figara w operze w Teatrze Wielkim w Poznaniu w grudniu 1997. Potem zaczęło się pasmo sukcesów, m.in. Opera w Lipsku, Teatr Miejski w Lubece, Opera w Stuttgarcie, Opera Niemiecka w Düsseldorfie, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Teatro Real w Madrycie, Opera Niemiecka w Berlinie, Opera Narodowa w Paryżu, Teatr Narodowy w Monachium, Opera Wiedeńsk. I zapewne lista ta będzie coraz dłuższa.

W Złocie Renu, Wiedeń

Czy w roku 2014 będzie można Pana usłyszeć na scenach Wiednia?

Oczywiście będzie można mnie zobaczyć, a właściwie usłyszeć. To tutaj występuję najczęściej. W Operze Wiedeńskiej w tym sezonie czyli sezonie będzie można mnie usłyszeć w Fideliu w roli Pizarra, natomiast na wiosnę będę śpiewał Wotana w Pierścieniu Nibelunga. Potem czekają mnie występy w Salzburgu.

Dla laików – aby zacząć słuchać opery, od czego, od kogo zacząć?

Przede wszystkim starać się zobaczyć spektakl operowy na bardzo dobrej scenie. Ja osobiście polecam Wagnera i Straussa właśnie w Wiedniu czy w Monachium. Zachęcam do odwiedzenia takich miejsc gdzie orkiestra gra wspaniale, gdzie widz jest od pierwszych dźwięków, od pierwszych akordów zauroczony, gdzie nie może się wręcz „pozbierać”, bo jest pod tak ogromnym wrażeniem tego, co usłyszał. Właściwie każda wiedeńska scena operowa jest godna polecenia. Odradzam zaczynanie od scen prowincjonalnych, oper w małych miejscowościach, wtedy można się zarazić do opery, a po co?

Advertisements

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s