Monthly Archives: February 2014

Podążać za pasją – rozmowa z Tomaszem Koniecznym

Tomasz Konieczny, bas-baryton, ur. 10.01.1972 w Łodzi, studiował aktorstwo w PWSFTviT w Łodzi, śpiew solowy w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Muzycznej w Dreźnie.

Scena z filmu Pierścionek z orłem w koronie

„Wierzę, że pomimo czasów w jakich żyjemy, w ludziach pozostaje dużo zdrowego rozsądku. Nawet jeśli początkowo pójdą w jakimś kierunku, na przykład kierowani opiniami bliskich, to w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę, że powinni robić to do czego są stworzeni, to, czym tak naprawdę chcą się zajmować.”

Tomasz Konieczny, bas-baryton, ur. 10.01.1972 w Łodzi, studiował aktorstwo w PWSFTviT w Łodzi, śpiew solowy w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz w Wyższej Szkole Muzycznej w Dreźnie. Jako śpiewak operowy zadebiutował w partii Figara w Teatrze Wielkim w Poznianiu w 1997 roku. Sceny na których występował to, m.in. Opera w Lipsku, Teatr Miejski w Lubece, Opera w Stuttgarcie, Opera Niemiecka w Düsseldorfie, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Teatro Real w Madrycie, Opera Niemiecka w Berlinie, Opera Narodowa w Paryżu, Teatr Narodowy w Monachium, Opera Wiedeńsk. I zapewne lista ta będzie coraz dłuższa. Rozmowę z Tomaszem Koniecznym przeprowadziłam w uroczej kawiarni na wiedeńskim Kahlenbergu po jego wyjątkowo kameralnym koncercie adwentowym w kościele św. Józefa.  

Jest Pan z wykształcenia aktorem i absolwentem uczelni muzycznych w Warszawie i Dreźnie. Grał Pan w filmach i spektaklach teatralnych, pracował także jako reżyser, ale międzynarodową karierę zrobił Pan jako śpiewak operowy. Dlaczego ostatecznie opera, a nie aktorstwo?

Aktorstwo to był mój pierwszy zawód i rzeczywiście w tamtym czasie w Warszawie zrealizowałem bardzo dużo produkcji teatralnych, telewizyjnych i filmowych. Jeśli chodzi o wybór zawodu operowego stało się to trochę przez przypadek. Przyjechałem na studia do Niemiec do Drezna i po kilku miesiącach otrzymałem mój pierwszy angaż w operze – i tak już zostało. I jestem naprawdę bardzo szczęśliwy że w tej chwili uprawiam właśnie ten zawód.

Łódź, Pana miasto rodzinne, według wielu to miasto biedny i chuligaństwa. Według Davida Lyncha zaś to “miasto które wciąż jest czymś mniejszym niż powinna być”. A na Pana jak wpłynęło?

Łódź wspominam bardzo miło, jest miastem, w którym najczęściej przebywam kiedy odwiedzam Polskę, mam tam rodzinę i najbliższych przyjaciół. Bywam tam bardzo często i muszę przyznać, że widzę tam ogromne zmiany. Uważam, że Łódź ciągle ewoluuje, w mieście jest bardzo dużo kapitału, a poza tym jest to miasto bardzo ciekawe. Jest to miasto, które z jednej strony mnie fascynuje, a z drugiej strony, rzeczywiście przeraża rejonami biedy, wszelkimi niedoskonałościami. I tak jak David Lynch uważam, że jest to miejsce niedocenianie, Miejmy nadzieje, że w przyszłości to się zmieni. Najważniejsze jest chyba to, że Łódź jest bardzo dynamiczna. Bardzo lubię to miasto

Mieszka Pan poza Polską. Jak się panu mieszka za granicą? 

Od kilku już lat mieszkamy z rodziną w Niemczech. Ale, ze względu na mój zawód muszę bardzo dużo podróżować, na przykład w tej chwili częściej mieszkam w Wiedniu niż w Niemczech. Taki jest wymóg mojego zawodu, podróży się nie uniknie. Jeśli chodzi o życie w Niemczech to muszę przyznać, że sytuacja w Niemczech obecnie zmienia się nie do końca na lepsze. Tam kryzys bardzo się społeczeństwu dał we znaki. W Polsce często mówi się o niemieckiej solidności, organizacji, o ich poważnym traktowaniu ludzi oraz o ich bardzo nowoczesnych technologiach. Na dzień dzisiejszy uważam, że bardzo wiele państw, w tym Polska, może się wykazać nowszymi technologiami i szybszym rozwojem. W konsekwencji kryzysu, również kultura w Niemczech nie zmienia się na lepsze.

fot. Klaudia Taday

fot. Klaudia Taday

Otrzymał Pan wykształcenie artystyczne – jak to się stało, ambicje rodziców? Dziecięce marzenie? Przypadek?

Mój nieżyjący już ojciec był inżynierem, mama jest ekonomistką. Ani jedno ani drugie z rodziców nie zajmowało się sztuką, dlatego nie chcieli abym ja został artystą. Ale mnie od najwcześniejszego dzieciństwa ciągnęło do teatru, do sztuki. Moje życie szkolne było wypełnione udziałem w różnego rodzaju wydarzeniach artystycznych, teatralnych, parateatralnych. Od zawsze wiedziałem, że będę w życiu uprawiał teatr w taki czy inny sposób. Miała to być z początku reżyseria, ale zaczęło się od aktorstwa, a skończyło się na operze. Opera to bodaj najwyższa forma sztuk teatralnych. Okazała się też moją pasją.

W Polsce narzeka się na współczesną publiczność teatralną, że komentują, że nie wyłączają telefonów komórkowych. Jak to wygląda w operze?

Ja nie obserwuje takiego zjawiska, uważam, że teatr dramatyczny w Polsce funkcjonuje w dalszym ciągu na bardzo wysokim poziomie. Ale jednocześnie muszę przyznać, że nie mam aż takiego rozeznania jeśli chodzi polski teatr, dlatego trudno mi się odnieść do tych opinii. Mogę natomiast powiedzieć, że opera w Polsce nie rozwija się w taki sposób w jaki powinna się rozwijać, zwłaszcza biorąc pod uwagę to jak wyglądają sceny operowe innych krajów dawnej wspólnoty socjalistycznej. Mówię tutaj o Pradze, czy Budapeszcie. Tam opera jest na naprawdę wysokim poziomie. Mam stamtąd nawet propozycje występów. W Wiedniu opera też ma się świetnie. Widzę, że sztuka, którą uprawiam jest ludziom bardzo potrzebna, bilety się wyprzedają, aż brakuje miejsc, ludzie są zachwyceni spektaklami, potrzebują tego. A ja bardzo się cieszę, że to co robię spotyka się z tak pozytywnym odbiorem.

Pamięta Pan swój pierwszy występ? Była trema?

Już  we wczesnym dzieciństwie zetknąłem się ze sceną. Był to teatr kukiełkowy w szkole podstawowej i nie pamiętam szczerze mówiąc żadnej tremy. Pamiętam, że od samego początku byłem zafascynowany byciem na scenie. Mój pierwszy kontakt z operą wiązał się z zaskoczeniem. Spodziewałem się, że opera będzie bardziej przypominać doświadczenie teatru dramatycznego, jednak praca na scenie operowej wygląda zupełnie inaczej. Wymaga o wiele więcej koordynacji. Śpiew musi być podporządkowany orkiestrze i dyrygentowi. To z tym miałem na samym początku ogromne problemy i to na tym gównie musiałem się skupić. Dlatego moje pierwsze występy operowe nie były wyłącznie przyjemnością, były przede wszystkim ogromnym wysiłkiem intelektualnym i koniecznością o ogromnej koncentracji.

To co Pan robi to pasja. A jak zachęcić młodych ludzi do podążania za pasją w czasach gdy liczy się głównie pieniądz, sukces i kariera?

Ja wierzę, że pomimo czasów w jakich żyjemy, w ludziach pozostaje dużo zdrowego rozsądku. Nawet jeśli początkowo pójdą w jakimś kierunku, na przykład kierowani opiniami bliskich, to w pewnym momencie zdadzą sobie sprawę, że powinni robić to do czego są stworzeni, to, czym tak naprawdę chcą się zajmować. Dlatego zachęcam młodych ludzi do poszukiwania i do podążania za pasją. Oczywiście często nie jest to najprostsza droga, trzeba bowiem często włożyć ogrom pracy w szansę jakiegokolwiek „zaistnienia”,  ale ta droga procentuje. W ostatecznym rozrachunku człowiek jest dużo szczęśliwszy.

Wiedeń, miasto muzyki. Wielu obcokrajowców mówi, że spokojne, czyste, ale niektórzy narzekają, że wręcz nudne. A na Panu, jako muzyku, jakie robi wrażenie?

Mam trzech synów jeden ma 16, drugi 13, a trzeci 11 lat. Dlatego na brak „temperamentu” w moim otoczeniu nie narzekam. Z tego względu wiedeński spokój bardzo dobrze na mnie działa. Natomiast jeśli chodzi o to, z czym mamy do czynienia na wiedeńskiej scenie operowej, to na pewno nie jest to spokój. Wydarzenie za wydarzeniem, spektakl za spektaklem –  to miasto żyje muzyką. Uwielbiam ten muzyczny klimat Wiednia. Poza tym, świetnie się tutaj mieszka. Czuję się tutaj bardzo dobrze, mogę wręcz powiedzieć że jestem zakochany w tym mieście.

Jako śpiewak operowy zadebiutował w partii Figara w operze w Teatrze Wielkim w Poznaniu w grudniu 1997. Potem zaczęło się pasmo sukcesów, m.in. Opera w Lipsku, Teatr Miejski w Lubece, Opera w Stuttgarcie, Opera Niemiecka w Düsseldorfie, Filharmonia Narodowa w Warszawie, Teatro Real w Madrycie, Opera Niemiecka w Berlinie, Opera Narodowa w Paryżu, Teatr Narodowy w Monachium, Opera Wiedeńsk. I zapewne lista ta będzie coraz dłuższa.

W Złocie Renu, Wiedeń

Czy w roku 2014 będzie można Pana usłyszeć na scenach Wiednia?

Oczywiście będzie można mnie zobaczyć, a właściwie usłyszeć. To tutaj występuję najczęściej. W Operze Wiedeńskiej w tym sezonie czyli sezonie będzie można mnie usłyszeć w Fideliu w roli Pizarra, natomiast na wiosnę będę śpiewał Wotana w Pierścieniu Nibelunga. Potem czekają mnie występy w Salzburgu.

Dla laików – aby zacząć słuchać opery, od czego, od kogo zacząć?

Przede wszystkim starać się zobaczyć spektakl operowy na bardzo dobrej scenie. Ja osobiście polecam Wagnera i Straussa właśnie w Wiedniu czy w Monachium. Zachęcam do odwiedzenia takich miejsc gdzie orkiestra gra wspaniale, gdzie widz jest od pierwszych dźwięków, od pierwszych akordów zauroczony, gdzie nie może się wręcz „pozbierać”, bo jest pod tak ogromnym wrażeniem tego, co usłyszał. Właściwie każda wiedeńska scena operowa jest godna polecenia. Odradzam zaczynanie od scen prowincjonalnych, oper w małych miejscowościach, wtedy można się zarazić do opery, a po co?

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Każdy dzień to Międzynarodowy Dzień Kota

magnets-you-say-crazy-cat-lady-like-it-s-a-badNo przynajmniej w moim domu. A dlaczego? Bo koty rządzą. W przenośni i dosłownie. O czym to koty wiedzą doskonale i nie przewidują swojej władzy się zrzec. O nie.

Do takich wniosków doszłam dzisiaj rano, obudzona nielegalnym pobytem kota na mojej świeżutko wypranej, pachnącej i co najważniejsze wolnej od kocich kłaków pościeli. Nielegalnym, bo kocie przejście graniczne, czyli drzwi do naszej sypialni, zawsze są przez nas zamykane. Jakby tej zniewagi było mało, rzeczony kot zauważywszy moje obudzenie zbliżył się, jak zwykle nonszalancko, rozłożył się arystokratycznie i pacnął mi łapę na twarz pokazując kto tu rządzi. Szybko znudzony ogromem swojej potęgi postanowił dopełnić podboju próbą zdrapania mi z owej twarzy nosa.

Pozwólcie wyjaśnić kryminalne eskapady, które uskuteczniają nasze koty (tak, mamy dwa, a raczej to one mają nas dwoje – w głębokim poważaniu). Ten większy, starszy i najwyraźniej cwańszy nauczył się otwierać sobie drzwi. Skacze na klamkę, abrakadabra i drzwi otwierają się, a kot wkracza na włości jak do siebie. Like a boss. Potem zwykle daje nura do szafy mojego męża (której to ten ostatni oczywiście NIGDY nie zamyka) aby wytarmosić jego wszystkie (znowu oczywiście) BIAŁE t-shirty pozostawiając przy okazji w całej szafie kłęby swojej królewskiej, kociej sierści.

1f516d0202f9d7d1f5fb8d5f3240e4b7

Muszę się zgodzić, że opowiadanie na prawo i lewo jak i rozpisywanie się o swoich kotach (i bombardowanie ludzi owych kotów zdjęciami) klasyfikuję Cię (w tym przypadku mnie) jako tzw. crazy cat lady. Oczywiście tyczy to się wyłącznie kobiet, słyszał ktoś kiedys o crazy cat gentleman? Albo chociaż man? Ha, toż to kolejny temat do dyskusji genderowych… Ale wracając do kotów i moich około-kocich wniosków, z cała odpowiedzialnością i dumą przyjmuję mój tytuł Crazy Cat Lady. I spróbuję Was przekonać dlaczego jest to “cool”.

Zacznijmy od starej jak świat dyskusji koty kontra psy. Moim skromnym zdaniem psy są w porządku, ale na zewnątrz. I o porządek głownie się tu rozchodzi, bo na dworze psy mogą wyżyć się zgodnie ze swoja psią, bałaganiarską i nieokiełznaną naturą. W mieszkaniach, zwłaszcza, że mieszkamy w coraz mniejszych, psy mogą, niestety jedynie siać spustoszenie. Koty zaś po prostu “trwają”, głównie drzemiąc na kanapie. No, czasem też w szafie. Albo na Twojej twarzy.

Ale. Posiadanie kota nauczy Cię dyplomacji. I cierpliwości. Nie ma żadnego “TY” w relacji Ty i Twój kot. Jak Wasza relacja będzie się rozwijać decyduje kot, nie człowiek. To odbiera nam kontrolę, ale zwalnia z odpowiedzialności. Może przynosić frustrację, ale głównie daje poczucie wolności. To koty przychodzą do człowieka. A obowiązkiem człowieka jest docenić, gdy ten zaszczyt go spotka. Cierpliwość, uznanie, opanowanie. Toż to bezpłatna lekcja etykiety i savoir vivre. Pewnie znacie kilka osób, którym przydałoby się z tych względów przygarnięcie kota, czyż nie?

aea0472d997d294e3f14e37058b97173

Po drugie. Jeśli nie masz jeszcze dzieci i zastanawiasz się czy mógłbyś, lub czy powinieneś je mieć, przygarnięcie kota to bardzo dobra wprawka. Nic nie zmieni perspektywy na to jak opiekuńczym jesteś człowiekiem niż czyszczenie kociej kuwety (okazjonalnie podłogi czy mebli) oraz obcinanie kotu pazurów i czyszczenie mu uszu – zwłaszcza gdy ów kot nie ma na to najmniejszej ochoty. A także konieczność dokarmiania kota bez względu na porę dnia i nocy (dla wytrwałych, można wprowadzić stałą porę karmienia. aha.).  Lub próby wpojenia, że jedzenie dla ludzi jest wyłącznie dla LUDZI (powodzenia).

Posiadanie kota pomoże też zredefiniować materialistyczne podejście do życia tak powszechne we współczesnym świecie… Musisz pogodzić się z tym, że twoja nowa kanapa została właśnie zaszczycona kocim sikiem, nowe krzesła są regularnie podgryzane, a kieliszek z nowo zakupionego, eleganckiego zestawu właśnie roztrzaskał się na trasie stół-kot-podłoga w drobny mak. Tak, być, a nie mieć, być, a nie mieć, powtarzamy powoli biorąc głęboki wdech aż opadnie ciśnienie. Moja rada? Popatrzeć  jak kot błogo śpi, na mnie ma to zazwyczaj działanie uspokajające (zakładając, że owa kocia siesta nie odbywa się na czymś, tak, świeżo wypranym).

IMG-20121229-WA0010

Kot w dom  – ruch w dom. Aktywność fizyczna to kolejne pole ulegające poprawie pod wpływem kociej rezydencji w naszych czterech ścianach. Choć nic nie rusza z kanapy naszych czterech liter bardziej (oczywiście jeśli kanapa owa znajduje się w mieszkaniu, a nie w domu z ogrodem) jak posiadanie psa i obowiązek oprowadzania go w kółko po osiedlu kilka razy dziennie. No może jeszcze posiadanie konia i codzienne kursowanie na nim w las i z powrotem. Ale! Koty są świetną pomocą w ćwiczeniu szybkiego refleksu. W treningach wysokiej wydajności na krótkich dystansach.

Atrakcje sportowe i rekreacyjne, których dostarczy Ci Twój kot obejmują jak następuje: rzut w dal w celu przechwycenia butelki spadającej ze stołu; sprint do drzwi, aby odciąć kotu drogę do obszaru “kotom wstęp wzbroniony”; pchnięcie piłką (plastikową myszką, kulką papieru etc.) aby ruszyć /odchudzić kota; rajd do drugiego pokoju, aby zobaczyć co to, do cholery, spadło i czy nie ma ofiar śmiertelnych; uderzenie gazetą, kapciem bądź czymkolwiek co masz pod ręką mocno w podłogę czy też ścianę lub ewentualnie mebel, aby odstraszyć kota od spożywania niejadalnych elementów gospodarstwa domowego; nur z mopem lub szczotą pod łóżko, aby wydostać kota z głębin zameblowych. Które to zazwyczaj stają się ulubionym miejscem kota na jego popołudniową (lub przedpołudniową, lub poranną, lub wieczorną, lub całodzienną) dżem-session. A także, regularny taniec z odkurzaczem oraz codziennie ćwiczenie bicepsa usuwając turboszczotką kłaki z ubrań i innych powierzchni. I tym podobne.

FxCam_1361735092063

U mnie właśnie przyszła pora na wieczorne drapanie. Cóż obowiązek, to obowiązek, a tym bardziej w stosunku do Kota.

Na zakończenie pozdrowienia dla wszystkich kocich fanów, kłaniam się nisko i aplauduję wszystkie wasze wysiłki i doceniam trudy. Życzę kojącego mruczenia i nieskończonego źródła do naszych ulubionych kocich fotorelacji niezbędnych do zamęczania znajomych online i w realu. Ja na przykład, porządkując zdjęcia na komputerze, odkryłam, że z 1200 zdjęć 633 to ujęcia kotów o różnych porach, w różnych lokalizacjach i konfiguracjach. Nie skasowałam ani jednego.

Pozdrowienia również dla wszystkich kocich wrogów, niech to bez-kocie życie umila Wam chociaż dom wolny od kłębów sierści i nieskazitelna tapicerka.

Leave a comment

Filed under Uncategorized