Why so serious?

arnold-schwarzenegger-screaming-kindergarten-cop_786_posterZamieszkiwanie za granicą posiada nieocenione walory edukacyjne i kulturoznawcze.

Każdy z nas pi razy drzwi orientuje się, że między narodowościami występują tak zwane “różnice kulturowe”. Oczywiście podróże małe i duże, oraz szeroko pojęte “zadawanie się” z obcokrajowcami uczą nas szerszej perspektywy na tę problematykę. Ale jak to w życiu bywa, nie jest to jednak takie proste i czarno-białe. Taka ja np., kiedy przeprowadziłam się na Dominikanę (prawie rok smażyłam się w tropikach i łapałam się za głowę nad absurdami trzeciego świata) nie zostałam powalona na ziemię gorącem dominikańskiej ludności Latino. Wręcz przeciwnie, wydała mi się owa ludność całkiem „normalna” o „przeciętnym” temperamencie. Ale dziś, rezydując na tzw. Zachodzie, już rozumiem dlaczego.

A to dlatego, że nigdy wcześniej nie obracałam się w gronie prawdziwych “Europejczyków”. Tak, pierwszy raz mieszkam w Europie A i pierwszy raz mam szanse obserwować jedno z bogatych społeczeństw tak idealizowanej przez nas Europy Zachodniej. A z każdym kolejnym dniem mojego zachodnioeuropejskiego lansu mam ochotę potrząsnąć porządnie tubylcami i wykrzyczeć im w twarz: AUSTRIA, WHY SO SERIOUS!?

Austrian idea of FUN

Austrian idea of FUN

Po pierwsze w tym mieście prawie nic się nie dzieje. Słyszałam opinie, że Wiedeń ma najefektywniejszy PR na świecie, bo jest w stanie ściągnąć tu całe tłumy turystów, nie robiąc tak na prawde za wiele. Wiedeń wydaje się… nudny. Spacerując wieczorami po mieście, poza okazjonalnymi imigrantami palącymi papierosy bez filtra i prowadzącymi konwersacje w języku brzmiącym jeszcze bardziej agresywnie niż niemiecki (jeśli to w ogóle możliwe), jedyne na co się natkniesz to echo własnych przemyśleń. Tak jak w tym powiedzeniu, że w lodówce studenta hula jedynie światło, to w Wiedniu hula jedynie głucha cisza.

Jeśli chodzi o ludność lokalną… Z moich przeszpiegów wynika, że Wiedeńczycy nie przepadają za konfrontacja, ale są też niezwykle niecierpliwi. To sprawia, że ​​często zdarza im się wybuchać złością. Na przykład, jeśli twoi sąsiedzi nie skarżą się na, powiedzmy hałasy jakie po nocy uskuteczniasz to wcale nie znaczy, że im one nie przeszkadzają. Budynki mają swoją cisze nocną (zazwyczaj godzina dwudziesta druga) i po tej godzinie zero należy zachować ciszę (czyli ulubiony stan wiedeńczyków). Sam Twój oddech odbija się hukiem po całym osiedlu, nie wspominając już o śmiechu, telewizorze, albo nie daj boże jakichś nielegalnych nocnych dyskusjach. Co w sytuacji, gdy na przykład wydaje Ci się, że wcale nie jesteś głośny ale jesteś w błędzie? W tym przypadku nie łudź się, że austriacki sąsiad uprzejmie Cię poinformuje, że rzeczywiście hałasujesz i mu to przeszkadza. Oj nie, twój austriacki sąsiad zaciśnie zęby, będzie pałać nienawiścią w milczeniu, aż w końcu, gdy nie będzie mógł już dłużej znieść ciebie i twojego hałasu przybiegnie niesiony furią i dymem z uszu… Słyszałam niekończące się historie o Austriakach przypuszczających nocne atak na biednego, niczego nieświadomego sąsiąda-cudzoziemca, wykrzykując swoim uroczym austriackim akcentem, że oni nie mogą już znieść tego “terroru” ani sekundy dłużej i wyliczają liste przewinień, której dopuścił się sąsiad-cudzoziemiec pozostający w stanie słodkiej ignorancji przez ostatnie miesiące. A także, że ów cudzoziemiec ma natychmiast zaprzestać prowadzenia tego dzikego nie-austriackiego trybu życia nocnego. Ruhe!

austrian_builds_character_tees-rbc9aec93f6ff47e990ff8010ad0e3d1d_8naxa_324Aby wyjaśnić oryginalnie austriacki brak poczucia humor muszę opowiedzieć, jak to na lekcji niemieckiego starałam się odpowiedzieć na pytanie o to, czym jest “urlop macierzyński”. Mając do dyspozycji bardzo ograniczone resztki niemieckiego słownictwa, które ostały mi się z czasów szkolnych gdzieś w zakamarkach umysłu wpadłam na “Mutter Urlaub mit Kindern”. Pani lektorka nie była zachwycona moją inwencją (słowo)twórczą, ponieważ udzieliła nam (nieświadomym imigrantom) pogadanki o tym, jak to nie jest żaden urlop tylko ciężka harówa, i w tematyce równouprawnienia się NIE żartuje (VERBOTEN!).

W kwestii absurdalności zachodniej poprawności politycznej, z którą spotkałam się właśnie w Austrii po raz pierwszy w życiu, przytoczę tę oto anegdotę. Byliśmy w Ikei poszukując dwóch pracowników, którym to zapomniało się zostawić nam jednego świstka papieru niezbędnego do odebrania zakupu. Określiłam owych pracowników używając słow “Serb” i “Chorwat”, tylko i wyłącznie dlatego, że takiej informacji na swój temat udzielili nam oni sami, kiedy to sobie wcześniej przyjacielsko gawędziliśmy. Niestety Pani na “kasie” nakrzyczała na nas, że “narodowość nie ma tu nic do rzeczy” jakby owa narodowość była czymś obraźliwym (nie wiedziałem, że niektóre narodowości to obelgi, dobrze wiedzieć, teraz będę wszystkich zapewniać, że jestem Austriaczką, najwyraźniej to jest szczyt możliwych osiągnięć życiowych).

polizei_vienna-3

Austriacy sprawiają też wrażenie jakby nie doceniali tego co mają. Bogate społeczeństwa są często uważane za najbardziej zblazowane, oraz podatne na depresję i muszę przyznać, że widać to dość wyraźnie w Wiedniu. Mimo doskonałych dróg, świetnej infrastruktury i praktycznie braku korków Austriacy to wybuchowi i drażliwi kierowcy (zaprosiłabym ich chętnie w co po niektóre korki warszawskie, albo na Zakopiankę). Wściekają się dosłownie w jedną sekundę, a z powodu tego, że stracili na trasie właśnie te jedną sekundę. Może to ze względu na ich nieuleczalną obsesję przestrzegania wszystkich zasad i ich uwielbienia dla porządku i doskonałości, co jak wiemy utrzymuje ten kraj w stanie godnym pozazdroszczenia. Z drugiej jednak strony ten perfekcjonizm sprawia, że ​​jego mieszkańcy nie potrafią być elastyczni, ale niestety to, co ułatwia życie bardziej, to przecież umiejętność dostosowywania się, a nie doskonałość.

W przypadku gdy zasady zostają złamane, to nie rozwiązanie przynosi ukojenie Austiakowi, ale kara. Jak wtedy, gdy napotkaliśmy bezpański samochód zaparkowany na naszym wjeździe do garażu. Nie wiedząc, co zrobić, zapytaliśmy policjantów stacjonujących pod naszym budynkiem czy coś może stało się z właścicielem porzuconego samochodu. Dwaj mili pracownicy austriackiej polizei nie wiedzieli, do kogo należy samochód, ani jak rozwiązać nasz problem, ale zapewnili nas bardzo gorliwie pokrzepiającym tonem: “Nie martwcie się, ten kierowca dostaje mandat NATYCHMIAST!”. Jak gdyby ów mandat miał nam uratować życie, albo chociaż pomóc wjechać do garażu. No, może gdybyśmy byli Austriakami, pomógłby nam ukoić ten wieczny ból dziejowej niesprawiedliwości, z którym tubylcy zdają sie na codzień borykać

Marijuana-1114 (1)Na poprawę humoru muszę donieść, że na którymś z balkonów naszego budynku ktoś co noc pali marihuanę. Moja teoria w tej sprawie wygląda następująco: A) jest to jeden z Austriaków, którzy jednak postanowili nauczyć się jak tu wyczilować (jakby palenie biliona papierosów dziennie nie wystarczało), lub B), jest to sfrustrowany cudzoziemiec upalający stres wiedeńskiego życia, do którego musimy dołączyć jak najszybciej, aby uniknąć paranoi wyhodowanej na strachu przed tymi wszystkimi groźnymi Austriakami.

ALE, ALE, żeby było po austriacku fair i sprawiedliwie, muszę też przyznać, że od kiedy tu mieszkam, nigdy nie miałam bólu głowy. Zdaję sobie więc sprawę, że moje zrelaksowane błogością Wiednia neurony pożytkują nadwyżkę energii na wymyślanie skarg pod tytułem “Problemy Pierwszego Świata i inne fanaberie”.

TAK. Zdecydowanie muszę zlokalizować naszego balkonowego sąsiada…

Advertisements

6 Comments

Filed under Uncategorized

6 responses to “Why so serious?

  1. lolka

    Muszę przyznać, że nie wpadłabym na to, by nazwać dwóch facetów w sklepie po prostu Serb i Chorwat w sytuacji, w której ich narodowość nie ma znaczenia. I nie chodzi tu o to, że to słowa obraźliwe (ciekawa droga dedukcji), ale o to, że przez to uwaga kierowana jest na “cechę”, która odróżnia (często jest powodem dyskryminacji i wykluczenia) ich od reszty społeczeństwa, w tym wypadku austriackiego.

    Swoją drogą ciekawe, dlaczego nie opisałaś ich wyglądu zewnętrznego, wieku, stroju, itd…

    Ciekawe, że Polacy w takiej sytuacji jeszcze nie odczuwają obciachu, a pojęcie poprawności politycznej klasyfikowane jest w kategoriach sztywniactwa i bycia zbyt serio…

    • Co ciekawe w przypadku użycia narodowości jako charakterystyki danej osoby, wyłącznie te uznawane za “gorsze” wzbudzają takie reakcje. Nikt nie burzy się się na powiedzenie – ten Amerykanin, ten Francuz. Co innego jest z “ten Rumun”, “ten Żyd” (zwłaszcza w Polsce). Niestety unikanie nazywania czyjejś narodowości jedynie powiększa ten “stygmat gorszego”, nakręca negatywne piętno stereotypów przywpisywanych danym narodowościom.
      Nigdy w życiu nie obraziłabym sie gdyby ktoś okreslił mnie – ta Polka – jako charakterystykę mojej osoby, zwłaszcza, że jestem tu cudzoziemką (bo a) jestem Polką, b) jest co w tym przypadku “najszybsza” cecha charakterystyczna).
      Problem skrajnej poprawności politycznej polega na tym, że wrzuca wszystko do jednego wora i wyolbrzymia, “ukarykaturalnia” niektóre problemy. Tak jak zgadzam się, że powiedzenie – “on jest głupi bo jest Polakiem”, “ta Chorwatka to zrobiła bo jest Chorwatką” jest złe (i po prostu nieprawidziwe), tak samo nie zgadzam się kategorycznie, na unikanie wspominania nazw wybranych narodowości w strachu o “obrażenie” ich tożsamości, bo to paradoksalnie nakręca koło dyskryminacji.
      Mówmy, mówmy dużo, wiele razy będą to pozytywne komunikaty i wtedy może się zmieni postrzeganie danej narodowości (tak jak przez ostatnie lata polepszyło się postrzeganie Polaków np. w Hiszpanii, bo nowa imigracja zrobiła na Hiszpanach wrażenie pracowitej i wykształconej).
      Jeszcze wracając do sytuacji z IKEI, byłoby nadużyciem z naszej strony gdybyśmy wykorzystali te informację “omijając” owych pracowników, albo wykorzystując ją aby ich obrazić. Nie było ani obrazy, ani nadużycia woli, bo sami pracownicy byli bardzo dumnymi przedtawiceli swoich narododów – takiej informacji nam udzielili.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  2. A zauważyliście, że w PL większość powie ten Rumun a nie ten Rom?

  3. Paulina

    Witam serdecznie ! 🙂 Natrafilam na Twoj blog i bede czytac z reka na sercu 😀 Od 5 miesiecy mieszkam tu z mezem i mialam zupelne inne wyobrazenie o tym miejscu 😀 Ale coz, jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma, no nie? 😀 Pozdrawiam!! 🙂

  4. barbara anna

    Bylam w Wiedniu wiele razy (przez rok mieszkalam w Bratyslawie, a stamtad jest godzina pociagiem) i musze przyznac, ze to najbardziej nijakie, nudne miasto, w jakim bylam. Byc moze moja opinia jest niesprawiedliwa, moze nie powinnam osadzac, nie mieszkajac tam, ale tak wyszlo. Nie rozumialam zupelnie zachwytow nad tym miastem. Dla mnie jest szare, puste, zimne. Niby to “Zachod”, ale ma w sobie cos prowincjonalnego, sama nie wiem. To nie jest zaden hejt, ani nic w tym stylu. A blog bardzo fajny, podoba mi sie Twoj styl pisania. Pozdrawiam!

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s