Monthly Archives: January 2014

Why so serious?

arnold-schwarzenegger-screaming-kindergarten-cop_786_posterZamieszkiwanie za granicą posiada nieocenione walory edukacyjne i kulturoznawcze.

Każdy z nas pi razy drzwi orientuje się, że między narodowościami występują tak zwane “różnice kulturowe”. Oczywiście podróże małe i duże, oraz szeroko pojęte “zadawanie się” z obcokrajowcami uczą nas szerszej perspektywy na tę problematykę. Ale jak to w życiu bywa, nie jest to jednak takie proste i czarno-białe. Taka ja np., kiedy przeprowadziłam się na Dominikanę (prawie rok smażyłam się w tropikach i łapałam się za głowę nad absurdami trzeciego świata) nie zostałam powalona na ziemię gorącem dominikańskiej ludności Latino. Wręcz przeciwnie, wydała mi się owa ludność całkiem „normalna” o „przeciętnym” temperamencie. Ale dziś, rezydując na tzw. Zachodzie, już rozumiem dlaczego.

A to dlatego, że nigdy wcześniej nie obracałam się w gronie prawdziwych “Europejczyków”. Tak, pierwszy raz mieszkam w Europie A i pierwszy raz mam szanse obserwować jedno z bogatych społeczeństw tak idealizowanej przez nas Europy Zachodniej. A z każdym kolejnym dniem mojego zachodnioeuropejskiego lansu mam ochotę potrząsnąć porządnie tubylcami i wykrzyczeć im w twarz: AUSTRIA, WHY SO SERIOUS!?

Austrian idea of FUN

Austrian idea of FUN

Po pierwsze w tym mieście prawie nic się nie dzieje. Słyszałam opinie, że Wiedeń ma najefektywniejszy PR na świecie, bo jest w stanie ściągnąć tu całe tłumy turystów, nie robiąc tak na prawde za wiele. Wiedeń wydaje się… nudny. Spacerując wieczorami po mieście, poza okazjonalnymi imigrantami palącymi papierosy bez filtra i prowadzącymi konwersacje w języku brzmiącym jeszcze bardziej agresywnie niż niemiecki (jeśli to w ogóle możliwe), jedyne na co się natkniesz to echo własnych przemyśleń. Tak jak w tym powiedzeniu, że w lodówce studenta hula jedynie światło, to w Wiedniu hula jedynie głucha cisza.

Jeśli chodzi o ludność lokalną… Z moich przeszpiegów wynika, że Wiedeńczycy nie przepadają za konfrontacja, ale są też niezwykle niecierpliwi. To sprawia, że ​​często zdarza im się wybuchać złością. Na przykład, jeśli twoi sąsiedzi nie skarżą się na, powiedzmy hałasy jakie po nocy uskuteczniasz to wcale nie znaczy, że im one nie przeszkadzają. Budynki mają swoją cisze nocną (zazwyczaj godzina dwudziesta druga) i po tej godzinie zero należy zachować ciszę (czyli ulubiony stan wiedeńczyków). Sam Twój oddech odbija się hukiem po całym osiedlu, nie wspominając już o śmiechu, telewizorze, albo nie daj boże jakichś nielegalnych nocnych dyskusjach. Co w sytuacji, gdy na przykład wydaje Ci się, że wcale nie jesteś głośny ale jesteś w błędzie? W tym przypadku nie łudź się, że austriacki sąsiad uprzejmie Cię poinformuje, że rzeczywiście hałasujesz i mu to przeszkadza. Oj nie, twój austriacki sąsiad zaciśnie zęby, będzie pałać nienawiścią w milczeniu, aż w końcu, gdy nie będzie mógł już dłużej znieść ciebie i twojego hałasu przybiegnie niesiony furią i dymem z uszu… Słyszałam niekończące się historie o Austriakach przypuszczających nocne atak na biednego, niczego nieświadomego sąsiąda-cudzoziemca, wykrzykując swoim uroczym austriackim akcentem, że oni nie mogą już znieść tego “terroru” ani sekundy dłużej i wyliczają liste przewinień, której dopuścił się sąsiad-cudzoziemiec pozostający w stanie słodkiej ignorancji przez ostatnie miesiące. A także, że ów cudzoziemiec ma natychmiast zaprzestać prowadzenia tego dzikego nie-austriackiego trybu życia nocnego. Ruhe!

austrian_builds_character_tees-rbc9aec93f6ff47e990ff8010ad0e3d1d_8naxa_324Aby wyjaśnić oryginalnie austriacki brak poczucia humor muszę opowiedzieć, jak to na lekcji niemieckiego starałam się odpowiedzieć na pytanie o to, czym jest “urlop macierzyński”. Mając do dyspozycji bardzo ograniczone resztki niemieckiego słownictwa, które ostały mi się z czasów szkolnych gdzieś w zakamarkach umysłu wpadłam na “Mutter Urlaub mit Kindern”. Pani lektorka nie była zachwycona moją inwencją (słowo)twórczą, ponieważ udzieliła nam (nieświadomym imigrantom) pogadanki o tym, jak to nie jest żaden urlop tylko ciężka harówa, i w tematyce równouprawnienia się NIE żartuje (VERBOTEN!).

W kwestii absurdalności zachodniej poprawności politycznej, z którą spotkałam się właśnie w Austrii po raz pierwszy w życiu, przytoczę tę oto anegdotę. Byliśmy w Ikei poszukując dwóch pracowników, którym to zapomniało się zostawić nam jednego świstka papieru niezbędnego do odebrania zakupu. Określiłam owych pracowników używając słow “Serb” i “Chorwat”, tylko i wyłącznie dlatego, że takiej informacji na swój temat udzielili nam oni sami, kiedy to sobie wcześniej przyjacielsko gawędziliśmy. Niestety Pani na “kasie” nakrzyczała na nas, że “narodowość nie ma tu nic do rzeczy” jakby owa narodowość była czymś obraźliwym (nie wiedziałem, że niektóre narodowości to obelgi, dobrze wiedzieć, teraz będę wszystkich zapewniać, że jestem Austriaczką, najwyraźniej to jest szczyt możliwych osiągnięć życiowych).

polizei_vienna-3

Austriacy sprawiają też wrażenie jakby nie doceniali tego co mają. Bogate społeczeństwa są często uważane za najbardziej zblazowane, oraz podatne na depresję i muszę przyznać, że widać to dość wyraźnie w Wiedniu. Mimo doskonałych dróg, świetnej infrastruktury i praktycznie braku korków Austriacy to wybuchowi i drażliwi kierowcy (zaprosiłabym ich chętnie w co po niektóre korki warszawskie, albo na Zakopiankę). Wściekają się dosłownie w jedną sekundę, a z powodu tego, że stracili na trasie właśnie te jedną sekundę. Może to ze względu na ich nieuleczalną obsesję przestrzegania wszystkich zasad i ich uwielbienia dla porządku i doskonałości, co jak wiemy utrzymuje ten kraj w stanie godnym pozazdroszczenia. Z drugiej jednak strony ten perfekcjonizm sprawia, że ​​jego mieszkańcy nie potrafią być elastyczni, ale niestety to, co ułatwia życie bardziej, to przecież umiejętność dostosowywania się, a nie doskonałość.

W przypadku gdy zasady zostają złamane, to nie rozwiązanie przynosi ukojenie Austiakowi, ale kara. Jak wtedy, gdy napotkaliśmy bezpański samochód zaparkowany na naszym wjeździe do garażu. Nie wiedząc, co zrobić, zapytaliśmy policjantów stacjonujących pod naszym budynkiem czy coś może stało się z właścicielem porzuconego samochodu. Dwaj mili pracownicy austriackiej polizei nie wiedzieli, do kogo należy samochód, ani jak rozwiązać nasz problem, ale zapewnili nas bardzo gorliwie pokrzepiającym tonem: “Nie martwcie się, ten kierowca dostaje mandat NATYCHMIAST!”. Jak gdyby ów mandat miał nam uratować życie, albo chociaż pomóc wjechać do garażu. No, może gdybyśmy byli Austriakami, pomógłby nam ukoić ten wieczny ból dziejowej niesprawiedliwości, z którym tubylcy zdają sie na codzień borykać

Marijuana-1114 (1)Na poprawę humoru muszę donieść, że na którymś z balkonów naszego budynku ktoś co noc pali marihuanę. Moja teoria w tej sprawie wygląda następująco: A) jest to jeden z Austriaków, którzy jednak postanowili nauczyć się jak tu wyczilować (jakby palenie biliona papierosów dziennie nie wystarczało), lub B), jest to sfrustrowany cudzoziemiec upalający stres wiedeńskiego życia, do którego musimy dołączyć jak najszybciej, aby uniknąć paranoi wyhodowanej na strachu przed tymi wszystkimi groźnymi Austriakami.

ALE, ALE, żeby było po austriacku fair i sprawiedliwie, muszę też przyznać, że od kiedy tu mieszkam, nigdy nie miałam bólu głowy. Zdaję sobie więc sprawę, że moje zrelaksowane błogością Wiednia neurony pożytkują nadwyżkę energii na wymyślanie skarg pod tytułem “Problemy Pierwszego Świata i inne fanaberie”.

TAK. Zdecydowanie muszę zlokalizować naszego balkonowego sąsiada…

6 Comments

Filed under Uncategorized

Syndrom zdziadzienia ogólnego

imagesStarzeję się.

Ha, chyba nie ja jedyna, zważając na to, że dopiero co grudzień szczerzył złowieszczo kły i ostrzył na nas choinkowe bombki, a tu już zaraz luty! Taka refleksja z gatunku podsumowań noworocznych; co roku więcej rozpędu ma rok, a mniej rozpędu mam ja; w rozgrywce ja kontra schody. Ale, ale zamiast zrzędzenia i stękania zaserwowałabym jakieś konkrety (bądź kotlety, jak to na babcię przystało). Konkret nr 1; po zrealizowaniu naszego ostatniego genialnego pomysłu pod tytułem weekendowy clubbing ja i mój małżonek poczyniliśmy taką oto obserwację – gdzieś między studiami, wojażami po świecie, przeprowadzką do Austrii i rozpoczęciem naszego nowego, stetryczałego życia małżeńskiego, wszelkie kluby, dyskoteki i inne dancingi zaludniły się DZIEĆMI. 
No dobra, może nie dziećmi, ale rozchichotanymi podlotkami charakteryzującymi się nieodpowiednim strojem i jeszcze mniej odpowiednim zachowaniem (o figurach jeszcze zbyt dziecięcych na takowe), a także młodocianymi chłopcami, którym jeszcze nie rzucił się nawet na lico chociażby cień pierwszego zarostu, pozbawionymi jakichkolwiek innych oznak męskości (dorosłości) ciała, ducha (i czynu).

Smutek, smuteczek, ale to daje do myślenia. Skąd wiadomo, że my, w przeciwieństwie do regularnych bywalców klubów i dyskotek, już nie dojrzewamy tylko dziadziejemy? W kościach zaczyna gruchotać? Rozdajemy znajomym dzieciom cukierki do kieszeni (“na drogę”)? Zaczynami lepić pierogi? Chodzić na ryby? Jako przedstawicielka pokolenia, które nastu lat już nie ma, ale jeszcze przez resztę populacji uważane jest za plus/minus młode, czuje nieodpartą socjologiczną potrzebę naukowego wyselekcjonowania pierwszych oznak procesu starzenia. A zatem, według moich amatorskich badań Ynternetu i przeszpiegów poczynionych wśród równie tetryczejących znajomych pierwsze niepokojące objawy starzenia/dziadzienia są następujące… Przywdziewam okular i zapraszam do lektury.

bed11. Powodem do dumy jest ilość godzin przespanych, a nie przetańczonych. Nagle herbatka i kocyk w domowym zaciszu ekscytują nas znaczniej bardziej niż balowanie do białego rana (a zwłaszcza niż to co po owym białym ranku następuje – czarna rozpacz wobec stanu zdrowia i stanu konta).

2. Zaczynamy doceniać uroki noclegowe własnej sypialni. Spanie u znajomych kątem, bądź na ich wybrakowanej, krzywej wersalce zaczyna szkodzić na kręgosłup. Wygodne i własne łóżko nagle napawa błogim poczuciem życiowej satysfakcji. Dobranoc.

3. To dość kontrowersyjna teza w niektórych kręgach, ale, śpimy więcej, a pijemy mniej, musimy stawiać bowiem czoła coraz cięższym kacom, a więc, ku uciesze bankowego konta i jego wspomnianego stanu, ten spadek formy równa się oszczędność.

4. W rezultacie nowej fascynacji spaniem, zdajemy sobie sprawę, że obudzić się po nocy bez picia jest uczuciem bardzo błogim. Weekendowe lenistwo to nasza nowa pasja (obok szydełkowania, które podobno znowu jest in).

I_279f99_12840445. Zaczyna być nas stać na opcje nie-najtańsze podczas wszelakich zakupów. Jest to źródłem mrowiącego poczucia sukcesu przebiegającego wzdłuż (już kruszejącego) kręgosłupa. Co więcej, wybierając np. wakacyjną akomodacje przestajemy zwracać uwagę tylko na “ale taniocha”, ale także na komfort, czystość i brak karaluchów.

6. Ludzie okazują nam nieco więcej szacunku niż np. 19-latkom, bo zakładają, że jesteśmy od nich bardziej ogarnięci. Nawet jeśli nie jesteśmy. Ale o tym szzzz…

7. Przestajemy dramatyzować, lamentować, załamywać ręce i rozmazywać tusz (już nie Rimmel, a Bourjois) z powodu każdej-jednej błahostki, która śmie nie iść po naszej myśli. Przeszkody życiowe już nie podcinają nam skrzydeł tak jak dawniej, a tym mniej ruszają nas plotki na nasz temat. Odporność zdrowotna i tzw. krzepa może spadają z wiekiem, ale tolerancja na bzdury rośnie do niej wprost proporcjonalnie.

8. Twoi przyjaciele to tak zwani przyjaciele prawdziwi (nie mylić z My New BFF, reality show z Paris Hilton) wszyscy inni odpadli z czasem gdzieś po drodze, przez wszelakie okoliczności losowe i/lub dzięki procesowi wytrzeźwienia.

9. Przestajemy identyfikować się z jakąkolwiek z subkultur. Nowo poznanych ludzi nie pytamy – Jakiej słuchasz muzyki?

10. Wśród naszych nowych powodów do dumy pojawia się umiejętność utrzymania rośliny — a nawet ZWIĘRZĘCIA —  przy życiu. A jeśli należymy do tzw. przodowników, leaderów, pionierów swojego pokolenia zaczyna nam się w głowie kołatać chęć utrzymania przy życiu nawet własnego potomstwa.

11. Zaczynają Cię bawić żenujące żarty członków Twojej rodziny. Co więcej, już nie wstydzisz się faktu posiadania takowej. Zaczynasz lubić spędzać z nimi czas. Nagle okazuje się, że… uwaga, uwaga, potrafią być nawet całkiem COOL (no, albo to Ty jesteś po prostu coraz mniej COOL, ale ponownie, o tym szzzz…)

12. Starzejesz się, ale też skromniejesz. Nagle przemądrzały nastolatek ustępuje miejsca człowiekowi zdolnemu do większej pokory i, o bogowie, przyznania się do błędu! Zaczynasz doceniać cokolwiek i kogokolwiek poza własnym geniuszem i Justinem Bieberem. Zaczynasz sobie zdawać sprawę, że, mimo, że może nie wiesz dokąd prowadzi Cię życie to nie jest ono wcale takie złe, a także, że masz jednak wpływ na kierunek, który obierze. Przyznajcie sami, nawet jeśli za cenę pierwszych zmarszczek i zadyszki na trasie mieszkanie-sklep za rogiem, mieć takie uczucie jest całkiem miło.

Życzę więc z tym nowym rokiem miłego, spokojnego i mądrego dziadzienia. Sto lat albo i więcej!

4 Comments

Filed under Uncategorized