Austro – niespodzianka

lucyAustriacy zgotowali mi niespodziankę.

Z jednej strony oczekiwania spełnione. Kraj jest bardzo dobrze zorganizowany, usystematyzowany i poukładany. Godny zaufania. Wszyscy stosują się do norm i podążają za regulaminami. Jest spokojnie. Cisza w powietrzu jest niemal namacalna, co ma bardzo kojąca właściwość. Jakby nie stolica…

Wszystko to może brzmieć z lekka nudnawo (nie, jeżeli przyjeżdża się z kraju trzeciego świata…), ale gdy chce się rozpocząć “dorosłe” i spokojne życie, Austria to jest to. Zwłaszcza, że jeśli dopadnie cię nuda, jest wystarczająco blisko do nie tak sztywniackiej, z lekka chaotycznej i dzięki czemu odpowiednio zabawniejszej, wschodniej części kontynentu europejskiego. Możesz tam wpaść na piwo/melanż/ bibę/relaks (oczywiście po taniości).

A Austriacy? Przemili ludzie. Skromni (“Mówisz po angielsku? – Troszkę” taki dialog można przeprowadzić z każdym z nich, nawet jeśli angielskim włada płynniej niż sam Szekspir). Moje pierwsze wrażenie jest takie: bardzo pomocni, milczący, uprzejmi. Czasami takie trochę smutasy, nieco bez (nie wiedzieć czemu tak zwanej) „ikry”.

A teraz – Surprise (czy też z Austriacka, jakże poetycko, Überraschung!)… Ale zanim zapoznacie się z tytułową niespodzianką, musicie zrozumieć pewne HOT or NOT związane austriackim dresscode’m. Zwykle nosi się tu styl codzienny, casual, a w przypadku odbiegania od tej codzienności udajemy się w kierunku stylu bardziej formalnego niż dyskotekowego. Tubylcy lubują się w kolorach stonowanych, niekiedy czerpiąc modową inspirację ze staro-wiedeńskiego szyku wieku XIX. Osoby pracujące w bardziej formalnych sektorach ubierają się z nieskazitelną elegancją ale także, co jeszcze bardziej ucieszyło me oczy, bezpretensjonalnie.

photo (15)Ale, ale! To, co przywołuje największy uśmiech, to nie austriackie szyk i styl, ale widok tych wszystkich odprasowanych wiedeńczyków, dzieci, dorosłych, kobiet i mężczyzn, w drodze z pracy (!) lub do niej, zasuwających na… HULAJNOGACH. Tak, tych nieco mniej „dorosłych” niż rower, dziecięcych hulajnogach. Tych napędzanych pchnięciem nogi.

A co zaskoczyło mnie, czyli autorkę, jeszcze bardziej? Fakt, że dopiero się tu wprowadziłam i już mam tu taką jedną, zakupioną przez mojego dominikańskiego narzeczonego z trzeciej ręki w Internecie, porządnie zaparkowaną (lub mniej porządnie użytkowaną) WEWNĄTRZ mojego, wciąż pustego, austriackiego mieszkania. Panie i Panowie, owa internetowa hulajnoga, to jego nowy środek transportu do pracy.

Mówi się (albo mówiło?), że kiedy trafisz między wrony, musisz krakać tak, jak one. W Wiedniu zatem obowiązkiem jest połamać sobie kości na hulajnodze, co zostało, już bezdyskusyjnie zaakceptowane przez mojego narzeczonego (a ja swoje nadzieje na jego długi żywot pokładam w szybkim przybyciu zimy lub jeszcze szybszym popadaniem w niełaskę wszystkich zakupywanych przez niego gadżetów).

No i tak sobie siedzę w moim mieszkaniu bez mebli, z zaparkowaną w nim hulajnogą z internetowej przeceny i wiecie co? Winię Austrię. Mimo, że z tego co słyszałam, poczucie winy się ich zbytnio nie ima.

Ciao.

*1st photo from: http://structureandsurprise.wordpress.com/

Advertisements

3 Comments

Filed under Uncategorized

3 responses to “Austro – niespodzianka

  1. i gdyby nie ten austriacki rasizm…

    • póki co jeszcze się z takowym nie zapoznałam 🙂 pozdrawiam!

      • oby nie, ja sie spotkalem, niby mily wlasciciel firmy przewozowej, uprzejmy, podwiozl nas, jak slowacka taksowka nie przyjechala… lepiej by nie nawiazywal rozmowy o imigrantach… radze keidys niezobowiazujaco poruszyc temat i poobserwowac reakcje, zwlaszcza na opinie o innym kolorze skory

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s