Monthly Archives: October 2013

Eurotrip – jak przetrwać podróżując po Europie bądź z Europejczykami

560014_10151852443615466_1877736845_nSpostrzeżenia te są smakowitym owocem czysto subiektywnego zbioru doświadczeń autorki i osób, które napotkała na swej krętej drodze. Opinie nie mają być w zamierzeniu definitywne i mogą różnić się w zależności od kraju i zapytanej (podłuchanej) osoby.

Bla bla bla…
Wygląda na to, że nasz starowinka Europa, ostatnimi czasy coraz częściej konfrontowana z trudnościami i/e/migracji i wyzwaniami wielokulturowości, zrobiła się sentymentalna. Na kontynencie odczuwa się rosnącą potrzebę powrotu do korzeni lokalnych kultur. ALE wielu Europejczyków, głównie młodych wiekiem lub duchem, nie wydaje się być pod zbytnim wrażeniem tego, co ma do zaoferowania ich kontynent. Zwiedzanie zamku? Co za nuuudy… Oglądanie rzymskich ruin prężących się dumnie za pancernym szkłem w samym centrum nowoczesnego miasta? Dobra tam, głodna jestem… To, co wygląda na niewdzięczność, moim skromnym zdaniem jest tylko przejawem przyzwyczajenia, być może spowodowanego nadmierną ekspozycją na te wszystkie kulturowe cuda i cudeńka. Bo na przykład, czy mieszkańcy takich na przykład Karaibów wpadają w zachwyty, klaszczą w dłoń i biją pokłony na widok plażowej palmy? No właśnie.

Żółwim tempem
Większość Europejczyków przyzwyczajona jest do poruszania się pieszo. Odnosi się to dotarcia DO, lub wydobycia się ZE środków transportu publicznego, a także, zwykłego przechadzania się. No tak, ale nie znaczy to, że Europejczycy udają się do centrum miasta rekreacyjnym spacerkiem. Wyruszając z Europejczykiem pieszo w kierunku jakiejkolwiek lokalizacji, a czasem po prostu idąc ramie w ramię bez sprecyzowanego celu, Europejczyk ów może się wydać niecierpliwy i poirytowany zwalnianiem tempa lub bezsensownym i bezcelowym przystawaniem. Niektórzy z nich nawet (powaga) w czasie wakacji wstają o 6 rano, by żwawo, prędko dotruchtać na basen i zająć tam najlepsze leżaki.

photo (1)Lokalna kultura czyli lokalne bary
Europejczycy nie szaleją jakoś szczególnie za muzeami. Jeśli już wchodzą to zaraz się ewakuują. Żadnego zaczytywania się przewodnikami lub wysłuchiwania godzinami, jak to jeden król drugiemu królowi zwinął jakieś złote krzesło w wieku XVII albo i jeszcze dawniej. Dzisiejsi Europejczycy promują tematykę multi-kulti biesiadując wspólnie nad piwem, winem, kolacyjką czy też wychodząc wspólnie na tzw. petka… Spośród 20 krajów o najwyższym wskaźniku palenia papierosów 15 to kraje europejskie. A wśród pierwszej dwudziestki państw o najwyższej konsumpcji alkoholu, aż 19… Przypuszczam, że to zrozumiałe, w chaosie tych wszystkich stereotypów, upodobań i niechęci dojście do jakiegokolwiek porozumienia (dodajmy, że posługując się niezliczonymi językami narodowymi) raczej nie udałoby się na trzeźwo.

Malaga, tikitaki i kasztanki
Turysta tzw. zagraniczny (zwłaszcza ten z którejkolwiek z Ameryk) może ucierpieć z powodu wszechobecnego w Europie niedoboru cukru, a dokładniej, niedoboru ociekających lukrem deserów i przekąsek prowokujących cukrzyce samym już ich widokiem. Człowieku-zagranico, nie lękaj się. Przygotuj sobie podług swoich egzotycznych upodobań wór cukru, torbę Splendy czy innego produktu słodzikowego, bo wygląda na to, że nawet europejskie napoje czekoladowe sprzedają tu gorzkawe jak na Wasze, zagrabaniczne standardy. W niewielu miejscach oferują inną substancję słodzącą niż po prostu biały cukier (a to też niekoniecznie). Piekło dzieciństwa. Dentystyczny raj.

3Proszę o rachunek
Europejska obsługa klienta nie jest zbyt usłużna… Ludzie tutaj przechodzą szybko do rzeczy, są konkretni, zwięźli i oficjalni. Oczywiście różnie to wygląda w zależności np. od szerokości geograficznej i persony, na która mamy szczęście bądź nieszczęście trafić. Interesujące może się wydać to, że niesłuszny jest słynny stereotyp, że ci z północy są zimni, a ci z południa, otwarci (i gorrrący niczym rozgorzałe palenisko). Chcecie sprawdzić? Zapraszam do Włoch (bez obrazy, uwielbiam ten kraj) i spróbujcie wycisnąć uśmiech z lokalnego sprzedawcy gelato italiano (tudzież owłosionego typa a’la mafioso). Powodzenia. Uwaga dla latynosów, Europejczycy zazwyczaj lubują się w kulturach hiszpańskojęzycznych, ale pod warunkiem, że ich przedstawiciele nie robią wokół siebie za dużo rabanu, a to nieczęsto się zdarza, ha, ha.

Historia. Lekcja 1.
A propos sympatii i antypatii: podróżując po Europie bądź w towarzystwie Europejczyków, zagraniczny turysta może napotkać rekordowe świadectwa konfliktów, zniewag, niesnasek i najazdów, które naznaczyły historię relacji między narodami kontynentu, a nawet między przedstawicielami poszczególnych z nich. Ostatni konflikt zbrojny w Europie nie jest aż tak odległy… Wojna w Jugosławii w latach 90. dotknęła Serbów, Czarnogórców, Chorwatów, Bośniaków i Słoweńców i odznaczyła się krwawymi konfliktami etnicznymi. Nie zapominajmy też o traumatycznych konsekwencjach Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej i o spustoszeniach, jakie poczyniły obie w kwestiach gospodarczych, politycznych, oraz co być może najważniejsze; w kwestiach społecznych. Pomimo współczesnej integracji Europy, jej relatywnej stabilności gospodarczej, a także po zepchnięciu dawnych żali i niedoli w sferę „kiepskich żartów przy piwie”, nie była ona, nie jest i nigdy nie będzie homogenicznym organizmem.

A to czyni ją, przynajmniej dla autorki, jeszcze bardziej fascynującą i wartą odkrywania.

EUtype final-01

* third photo from The Italian Man Who Went To Malta
* fourth photo from Promotional Material @ I Love Europe Poster Campaign

Advertisements

Leave a comment

Filed under Uncategorized

Austro – niespodzianka

lucyAustriacy zgotowali mi niespodziankę.

Z jednej strony oczekiwania spełnione. Kraj jest bardzo dobrze zorganizowany, usystematyzowany i poukładany. Godny zaufania. Wszyscy stosują się do norm i podążają za regulaminami. Jest spokojnie. Cisza w powietrzu jest niemal namacalna, co ma bardzo kojąca właściwość. Jakby nie stolica…

Wszystko to może brzmieć z lekka nudnawo (nie, jeżeli przyjeżdża się z kraju trzeciego świata…), ale gdy chce się rozpocząć “dorosłe” i spokojne życie, Austria to jest to. Zwłaszcza, że jeśli dopadnie cię nuda, jest wystarczająco blisko do nie tak sztywniackiej, z lekka chaotycznej i dzięki czemu odpowiednio zabawniejszej, wschodniej części kontynentu europejskiego. Możesz tam wpaść na piwo/melanż/ bibę/relaks (oczywiście po taniości).

A Austriacy? Przemili ludzie. Skromni (“Mówisz po angielsku? – Troszkę” taki dialog można przeprowadzić z każdym z nich, nawet jeśli angielskim włada płynniej niż sam Szekspir). Moje pierwsze wrażenie jest takie: bardzo pomocni, milczący, uprzejmi. Czasami takie trochę smutasy, nieco bez (nie wiedzieć czemu tak zwanej) „ikry”.

A teraz – Surprise (czy też z Austriacka, jakże poetycko, Überraschung!)… Ale zanim zapoznacie się z tytułową niespodzianką, musicie zrozumieć pewne HOT or NOT związane austriackim dresscode’m. Zwykle nosi się tu styl codzienny, casual, a w przypadku odbiegania od tej codzienności udajemy się w kierunku stylu bardziej formalnego niż dyskotekowego. Tubylcy lubują się w kolorach stonowanych, niekiedy czerpiąc modową inspirację ze staro-wiedeńskiego szyku wieku XIX. Osoby pracujące w bardziej formalnych sektorach ubierają się z nieskazitelną elegancją ale także, co jeszcze bardziej ucieszyło me oczy, bezpretensjonalnie.

photo (15)Ale, ale! To, co przywołuje największy uśmiech, to nie austriackie szyk i styl, ale widok tych wszystkich odprasowanych wiedeńczyków, dzieci, dorosłych, kobiet i mężczyzn, w drodze z pracy (!) lub do niej, zasuwających na… HULAJNOGACH. Tak, tych nieco mniej „dorosłych” niż rower, dziecięcych hulajnogach. Tych napędzanych pchnięciem nogi.

A co zaskoczyło mnie, czyli autorkę, jeszcze bardziej? Fakt, że dopiero się tu wprowadziłam i już mam tu taką jedną, zakupioną przez mojego dominikańskiego narzeczonego z trzeciej ręki w Internecie, porządnie zaparkowaną (lub mniej porządnie użytkowaną) WEWNĄTRZ mojego, wciąż pustego, austriackiego mieszkania. Panie i Panowie, owa internetowa hulajnoga, to jego nowy środek transportu do pracy.

Mówi się (albo mówiło?), że kiedy trafisz między wrony, musisz krakać tak, jak one. W Wiedniu zatem obowiązkiem jest połamać sobie kości na hulajnodze, co zostało, już bezdyskusyjnie zaakceptowane przez mojego narzeczonego (a ja swoje nadzieje na jego długi żywot pokładam w szybkim przybyciu zimy lub jeszcze szybszym popadaniem w niełaskę wszystkich zakupywanych przez niego gadżetów).

No i tak sobie siedzę w moim mieszkaniu bez mebli, z zaparkowaną w nim hulajnogą z internetowej przeceny i wiecie co? Winię Austrię. Mimo, że z tego co słyszałam, poczucie winy się ich zbytnio nie ima.

Ciao.

*1st photo from: http://structureandsurprise.wordpress.com/

3 Comments

Filed under Uncategorized

Europejski Multitasking

5538_10151749096706518_663315359_n

Muszę przyznać, że Europa jest nie tylko trudna, ale i męcząca. Nasze europejskie początki do łatwych nie należały. Zaledwie kilka tygodni podróżowania po naszych pięknych ziemiach bez granic pomiędzy Austrią i Polską a już można stracić rachubę czasoprzestrzeni.

Po pierwsze, każdy ciągle narzeka lub czymś się zamartwia, a gdy nie ma czym się martwić, to zaczyna się zastanawiać nad hipotetycznymi, przyszłymi ku temu powodami. Nie ma sensu mówić ludziom, by się nie martwili, bo jak jeden mąż odpowiedzą: „Ale ja muszę!”. Wciąż nie wiem, kto im powiedział, że muszą. Prawdopodobnie Stalin.

Poza tym emocjonalnym rozedrganiem, które już samo wystarczająco zatruwa nam życie, mieszkamy, że tak to ujmę, w dwóch państwach na raz. A właściwie, mieszkamy w jednym, a w drugim szukamy mieszkania, co łatwym nie jest, zwłaszcza, że nasz niemiecki jest delikatnie to ujmując słaby, a angielski właścicieli, cóż, dość komiczny.

No i trzeba też dokończyć przygotowania do ślubu, monitorując jednocześnie nasze dwa koty i nadzorując ich nie zawsze wzorowe zachowanie w domu moich rodziców. Odwiedzić wszystkich krewnych. Znaleźć tanie meble, które pomieszczą się w naszym nowiutkim austriackim mieszkaniu, w którym póki co hula wiatr i echo, biorąc pod uwagę ten oto aksjomat: pokaźne przestrzenie mieszkalne nie są mocną stroną Europy…

downloadA właśnie, kiedy opowiadam Europejskim tubylcom, że prawie przez rok mieszkałam na Dominikanie, wszyscy myślą, że spędza się tam całe dnie na plaży, sącząc caipirinię… Co więcej, europejska pogoda do przewidywalnych nie należy. Ilość stopni za oknem jest zmienna niczym kobiece fochy, bawi to tym bardziej gdy widzimy ludzi tak konfundowanych kapryśnością klimatu, że pałętają się po mieście pogubieni, co po niektórzy w zimowych kurtałach, a w letniej koszulnie i okularach słonecznych (obowiązkowo rej ban) i spowici kokosowym aromatem kremu z filtrem, który tak bardzo przypomina nam o dawno zapomnianych wakacjach.

Cóż… A ja na to, jak na lato. Po latynosku przytaknę. A niech już mają ten swój powód do marudzenia.

Leave a comment

Filed under Uncategorized

W Europie nie ma lekko

943612_10151738140491518_903411085_nOd niedawna, po prawie roku obijania się na karaibach rezyduję w obrębie tzw. cywlizacji europejskiej. Powróciliśmy do starego świata latem, dzięki czemu uniknęliśmy hipotermii.

Powrót do Europy okazał się powrotem do problemów. W tym naszym Starym Świecie języków mniej lub bardziej obcych co nie miara, a zasad, praw i regulacji jeszcze więcej. Tak, mój dominikański narzeczony ze zdumieniem odkrył (mając trzydziechę na karku…) przepisy ruchu drogowego – wygląda na to, że na Dominikanie prowadzenie samochodu było po latynosku (a jakże!) fantazyjną mieszanką intuicji i szczęścia. A to ci niespodzianka dla mnie, jego głównego pasażera… Żeby było jeszcze zabawniej oświeciło nas z tymi przepisami przy stole zastawionym dwoma ogromnymi kufliskami piwa. I co teraz? Kto prowadzi hotelu po tym jakże romantycznym randewu z po niemiecku mocnym majstersztykiem bawarskiego browaru? A, i kto zapłaci za tę nierozważną rozkosz zważając na to, iż tu liczą w EURO??? W Europie nie ma lekko.

ALE, jak zawsze i wszędzie, pozytyw jest. Temperatura późnej wiosny były w tym roku doprawdy smakowite, a spacerek po mieście o jakiejkolwiek porze dnia i nocy to czysta (dosłownie i w przenośni) przyjemność. Wszyscy tu chodzą pieszo (no to my też) zatem nie czuje się człowiek aż tak winny, objadając się włoskimi gelato w środku dnia, albo konsumując wspomniane piwko… Przecież, gdy się tak człowiek nachodzi, naspaceruje i nagubi raz po raz w wąskich uliczkach Starego Miasta wszystkie przepyszne kalorie spalają się same.

Wygląda też na to, że Europa, oraz w niej będący My, jesteśmy bardzo za pan brat z tym co to się dzieje na świecie. Pierwszy dzień w Wiedniu a ja JUŻ podglądałam (ostrożnie, acz ciekawsko niczym każda wiekowa i oknowa Pani sąsiadka) manifestację przeciwko łamaniu praw człowieka i skrajnym przejawom Islamu w Turcji. Innego dnia, spacerując sobie niewinnie i nie angażując się (jeszcze) w lokalną politykę, wpadliśmy na marsz dotyczący dyskryminacji mniejszości GLBT. Musieliśmy się najpierw dyskretnie, acz dociekliwie rozeznać, który to front by móc się emocjonalnie ustosunkować. Tylko emocjonalnie, bo niemieckiego ni w ząb i nie było jak wyrazić poparcia dla równości. Na szczęście Austria jest tak zaangażowana w kwestie genderowe, że ze spokojem mogę rzec „Nächstes Mal!” (następnym razem)

Widzieliśmy także: graffiti przedstawiające Adolfa Hitlera strzelającego sobie w głowę, z jakże humorystycznym podpisem “Follow your leader” (Podążaj za swoim przywódcą). Niezliczoną ilość narodowości żyjących, pracujących i kupujących lunch (lancz) ramię w ramię. Zjedliśmy kebab (bądź kebap) podany przez najbardziej antypatycznego typa na świecie; a potem spytaliśmy o drogę najmilszą dziewczynę na świecie, która niestety z naszej – czyli pogubionych i nieogarniętych nowoprzybyłych – winy musiała rzucić się w pogoń za swym autobusem o godzinie jedenastej w nocy…

Na całe jej szczęście bezpieczeństwo w tym mieście aż czuje się w powietrzu, a policja urzęduje na każdym rogu, przechadzając się jakby od niechcenia ale okiem łypiąc i pilnując by w tych kwestiach nie zaszły żadne radykalne zmiany.

1067301A teraz najlepsze: wytropiliśmy już ogromny sklep typu Kuchnie Światao mało poprawnej politycznie i  jeszcze mniej precyzyjnej nazwie „Produkty Egzotyczne”, dokąd na pewno powrócimy zaopatrzyć się w  niezbędne mi do życia składniki kuchni karaibskiej. Człowiek to się do dobrego przyzwyczaja, ledwo rok tej  diety, a ja już tęsknie.

Trzymajcie kciuki.

Leave a comment

Filed under Uncategorized